Mieczysław Gogacz

 

 

SKRZYDŁA ANIOŁÓW

 

 

 

ã Mieczysław Gogacz

 

Edycja internetowa wydania pierwszego

 

 

 

BYDGOSZCZ 2001

 

 

 

Spis treści

 

Wstęp  3

Dedykacja  4

ZAPIS NADZIEI  4

SPOTKANIE WIERSZY   4

POSZUKIWANIE IMIENIA WIECZORU   4

PRZEJĘCIE UŚMIECHU   6

SAD   6

TWORZYWO   6

POZOSTAW W WIERSZU MYŚL  7

NATCHNIENIE   8

KAWAŁKI NIEBA   8

BAŚŃ O WIERSZACH   8

CZYM JESTEŚ   9

SŁOŃCE LECZY POEZJĘ   9

TĘSKNIĘ DO WIERSZY   9

KARTKI Z PODRÓŻY   10

WIOSNA   10

WAKACJE   11

ROWER   11

DROGA W KAZIMIERZU   11

OBIAD W NAŁĘCZOWIE   13

SPACER   13

WIERZBY   13

ŻNIWA   15

PODRÓŻ POCIĄGIEM   15

GEOMETRIA SPOTKAŃ   15

KASPROWY WIERCH   16

PRZECHADZKA PO PŁOCKU   16

WROCŁAW    18

RYPIN   19

NOWE OSIEDLE   20

KUŹNIA W OBORACH   20

KUL  21

POCZEKAJKA KOŁO LUBLINA   21

LOS CZŁOWIEKA   21

RADOŚĆ DOSKONAŁA   21

ODLOT PTAKÓW    21

ŻYCIORYS   22

NAŚLADOWANIE ALANA Z LILIE   22

SZUKANIE DROGI 22

NAUKA OBCYCH JĘZYKÓW    24

SPOTKANIE   24

BĘDĘ ZNÓW UŚMIECHNIĘTY   24

MINĄĆ SMUTEK   24

WIGILIA   25

ZAUFAJ LUDZIOM   25

LUDZKIE ŻYCIE   26

LOSY SERCA   27

ŚCIANOM DOMU   27

TĘPY UCZEŃ ZIEMI 28

BALLADA RADOSNA   28

PIOSENKA   29

WIECZÓR W ZIMIE   30

TWORZENIE DOMU   30

NIEPOKÓJ  30

UWIERZYĆ MIŁOŚCI 30

OCALIĆ SPRAWY WAŻNIEJSZE   31

SŁOŃCE  I DZIEŃ   31

MIARA MIŁOŚCI 31

UTRACIĆ ABY ODZYSKAĆ   32

DLACZEGO BOISZ SIĘ MIŁOŚCI 32

ŚLUB Z AUTEM   33

ZAKOCHANIE W MARZENIU   33

WYBRAŁ POJĘCIA   33

MIŁOŚĆ OTWIERA OCZY   35

PRZYNOSZĘ CI KWIATY   35

ZAKOCHANI 35

OCZY NA DNIE WODY   36

POCAŁUNKI 36

DOM   36

MALEŃKI SYN   38

ŚMIECH PSZCZOŁY   38

UMIEĆ ROZMAWIAĆ   38

DZIECI 38

KOŁYSANKA   39

MELDUNEK MINISTRANTÓW    39

BUKIET SERC   40

„OŚMIELAMY SIĘ MÓWIĆ”  40

JUTRZNIA   40

NIEPOKALANA   41

PROŚBA   42

ULECZ CIERPIENIE   42

LITANIA   43

RORATY   43

ŁAMANIE CHLEBA   44

TRWANIE   44

LAS   44

METANOJA   45

RACHUNEK SUMIENIA   45

MODLITWA NA DZIEŃ ZIMOWY   46

MODLITWA ZA NIEWIDOMYCH   46

MOCNIEJSZY NIŻ ŚMIERĆ   47

PSALM NAWRÓCENIA   48

CHRYSTUS W OGRÓJCU   48

PSALM CIEMNEJ NOCY PSYCHIKI 49

PSALM PUSTYCH DNI W ZIMIE   49

PSALM PUSTYNI 50

PSALM TĘSKNOTY   50

PSALM POKUTNY   52

PSALM PŁACZU   52

PSALM CIEMNEJ NOCY DUSZY   54

PSALM ZŁORZECZĄCY   55

PSALM ZGODY   55

PSALM PROŚBY   56

PAMIĘTAJ, MÓJ BOŻE, ŻE CIĘ KOCHAM   56

PIEŚŃ IMION BOŻYCH   56

DEFINICJE   57

MIŁOŚĆ   58

PRZYJAŹŃ   58

RADOŚĆ   58

UŚMIECH   58

WDZIĘCZNOŚĆ   59

SAMOTNOŚĆ   59

TĘSKNOTA   60

SMUTEK   60

PŁACZ   60

CIERPIENIE   60

GŁOS MIŁOŚCI 61

ŻAL ZA GRZECHY   61

OBCY   61

BÓG   62

TRENY   63

MARSZ ŻAŁOBNY   64

FIAT  64

DZIECI UMARŁY   65

UŚNIJ JUŻ MÓJ ŻALU   65

ZAPOMNIEĆ   66

TREN NA ZAGUBIONĄ RADOŚĆ   66

TREN NA NIEWOLĘ SCHEMATÓW    66

TREN NA KONIECZNOŚĆ PRZEMIJANIA   67

TREN NA ZMARTWIENIE ŚWIATEM   67

TREN NA SŁUP OGNISTY NAD BIKINIĄ   68

TREN NA PRZEWAGĘ WSZELKIEGO ZŁA   68

APOKALIPSA CZTERECH STRON ŚWIATA   70

ROZBAWIONE SŁOWA   71

TRUD FILOZOFOWANIA   72

PIERWSZY ROK FILOZOFII 72

STUDENT I METAFIZYKA   72

MIŁOŚĆ DO KSIĄŻKI 72

DRZEWO PORFIRIUSZA   73

PROSEMINARIUM FILOZOFICZNE   73

SPOTKANIE Z GAŁCZYNSKIM   73

DOWÓD Z DOŚWIADCZENIA   73

WYCIECZKA   74

NAŚLADOWANIE TUWIMA   75

MAZUR   75

AMERYKA, AMERYKA   76

PIOSENKA O LUBLINIE   77

Od autora  77. Czym jest dla mnie poezja  77

 

 

 

Wstęp

 

To nie jest propozycja literacka. To jest dar i pamiątka dla Czytelników mojej Litanii kwiatów, litanii lubianej, przypominanej, przedrukowywanej, czytanej, dla mnie przepięknej w swej religijnej zawartości. Podobnie religijna zawartość wypełnia teksty tej książki. Starałem się jedynie nadać im postać zrytmizowaną, trochę zrymowaną, łatwiejszą więc do zapamiętania i wypełnioną także sugerowanymi w tekstach obrazami. Jest to mimo wszystko postać modlitwy ustnej i myślnej.

Czytelnikom Litanii kwiatów proponuję teksty nie tylko całkowicie ich zaskakujące. Niektóre są im już znane. Dwa wiersze były drukowane w miesięczniku Więź, jeden w tomie serii W nurcie zagadnień posoborowych. Kilka fragmentów Czytelnicy rozpoznają w dwu książkach: Błędy brata Ryszarda i Dzień z Matką Bożą. Do dwu tekstów mój szwagier, profesor filozofii na KUL, dr hab. Antoni Stępień napisał melodię. Powstały dwie pieśni, które grał na pianinie podczas domowych spotkań towarzyskich. Pieśń W biel kwiatów jabłoni jako pieśń religijną wykonał kilka razy na organach w Kościele akademickim KUL podczas Mszy św. dla pracowników i studentów wyższych uczelni Lublina.

Teksty tej książki są głównie zapisem nastrojów i uczuć. Są z tego względu rysunkiem źródeł klimatu wielu, a może wszystkich moich publikacji. Są więc jakby metryką ich urodzenia, wprost dokumentem początku. Jest to początek stylu i treści wszystkiego, co napisałem, treści zawsze powiązanej z przeżyciem. Wyraźnie to widać głównie w siódmym rozdziale trzeciego wydania On ma wzrastać z roku 1975 oraz w pierwszej części książki Ciemna noc miłości z roku 1985.

Religijna zawartość tekstów tej książki i wszystkich moich książek przez powiązanie z nastrojem i uczuciami wypełnia książki przeżyciem i czyni je osobistym świadectwem. Tak właśnie myślę, jak napisałem. Jest to świadectwo troski o człowieka, o jego zgodne z prawdą myślenie i o zgodne z dobrem postępowanie. To kierowanie Czytelników do prawdy i dobra jest zarazem skłanianiem ich do postępowania w zasięgu Chrystusa. Według Jana XXIII każde otwarcie się człowieka, nawet niewierzącego, na prawdę i dobro stawia go w zasięgu Chrystusa. Ponieważ tak jest, uważam swoje książki także za świadczenie o Chrystusie.

To, o czym piszę i jak piszę, nie jest propozycją zmieniającą w epoce nurty i stanowiska. Jest zareagowaniem na pytania, niepokój, zagubienie. Proponowaną odpowiedzią odsłaniam rany myśli, duszy, serca i przemywam je oliwą prawdy i dobra. A potem podnoszę chorego i zranionego oraz proszę Chrystusa, by przeniósł go w ramiona Boga, bezpośrednio dostępnego w Kościele. Rany długo się leczą, głównie rany zadane agnostycyzmem, relatywizmem, woluntaryzmem, idealizmem, monizmem. Także długo się leczą skutki niedożywienia intelektu metafizyką bytu, metafizyką człowieka, metafizyką poznania. A podleczonych znowu rani brak usprawnień intelektu i woli, brak mądrości, wiedzy, roztropności, męstwa, umiarkowania, sprawiedliwości, rozpoznawania zasad, uzależnienie od ujęć liniowych, od teorii procesu, od zgody na fałsz i zło. Znowu trzeba przemywać rany oliwą prawdy i dobra.

Treść tekstów tej książki widzę więc jako ukazanie początku i kierunku ujęć w innych swych książkach. A ten kierunek jest przez prawdę i dobro dotknięciem istnienia, a w nim Chrystusa i Boga. I widzę tę treść jako biograficzny zapis wysiłku kierowania siebie, wszystkiego i wszystkich do Chrystusa.

Proszę Chrystusa, aby wszystkich, którzy kierują się do Niego, przygarnął do swojego Najświętszego Serca.

 

        

Dedykacja

 

Już wiem, jak ciężko błąkać się w lesie

I noc przeżywać, i pragnąć chleba

Lub gdy łza w duszę smutku naniesie

Samotnym zostać, gdy cierpieć trzeba

 

 

Już wiem, jak dobrze, gdy uśmiech w twarzy

Gdy biel stokrotek zbieram z trawnika

Gdy mi się w prawdę lot śmiały marzy

Gdy z pragnień czynu, czyn mój wynika

 

 

Już wiem, więc w smutku cieszyć chcę ludzi

A gdy weseli, strzec ich radości

Pomóż mi wierszu! Ty łatwiej budzisz

Radość i pokój, łatwiej i prościej

 

 

 

         ZAPIS NADZIEI

 

 

    SPOTKANIE WIERSZY

 

Stworzyłem kształt

słowom

które chciały rozkwitnąć

i odejść

 

własnym słowom

i zostałem sam

 

one swoim żyją światem

kształtem sztuki

a kiedy chcę je spotkać

uścisnąć jak ojciec

sam dorastać muszę

dolo moja

i

szczęście

bo się muszę stawać sztuką

pięknem

o kształcie człowieka

 

 

    POSZUKIWANIE IMIENIA WIECZORU

 

Przechadzaliśmy się wtedy

A było nas więcej niż ty

I ja

Pamiętasz

 

Był z nami odblask

l szmer księżyca

Księżyc wtedy zdobił

Akwarelą niebo

Jego odblask z nami

Chodził

Kazał w górę wznosić

Oczy

I perspektywy objąć

Piękna wieczoru

 

Było to patrzenie

Dalekie

l było to słuchanie

Które budzi wzrosty

Szmer księżyca

Szeptał myślom

Że to piękno

Pojąć trzeba

I przetworzyć w sercu

By się stało

Darem

Powiedziałeś mi wtedy

Abym pisał

O wieczorze

Pamiętasz

 

Zrozumiałem, że słuchanie

Obudziło w Twojej duszy

Pragnień wzrost

I że w słowie

Przeszło do mnie

Dosłyszałem, że mam pojąć

W szatę ubrać

Czar wieczoru

Opowiedzieć głos odblasku

Który kazał patrzeć

I powtórzyć szmer

O piękne chwili

 

Piękno się czasem

gwałtownie domaga

By je uczynić

Darem

Piękno jest wszędzie

Lecz darem jest

W sztuce

 

I pamiętasz

Mówił nam wtedy

Szmer życzliwy

Lecz tworzenie

Nie tym samym

Co powtórzyć

Piękno przeżyć

Że z nich trzeba

Trudem myśli

Wydobywać piękno

Samo

I kształt nadać mu

Przedziwny

Taki właśnie

Niepojęty

Jaki w duszy tkwi

Artysty

Nieuchwytne słowo

Własną nazwę piękna

 

Jest bowiem słowo

Dla piękna zasmuceń

I piękna

Uśmiechu

Dla piękna mądrości

Ale znaleźć

Trudno

 

Więc dlatego pozwól

I wciąż szukam słowa

Dla piękna

Wieczoru

Kiedy księżyc zdobi

Akwarelą niebo

Jego odblask z nami

Chodzi

I kiedy nas więcej niż ty

I ja

 


 

    PRZEJĘCIE UŚMIECHU

 

Ty chyba to czujesz

że mi wtedy tak dobrze

gdy napiszę

wiersz

 

Czasem to męka

gdy chce ulecieć z duszy

woń myśli

a nie ma wyjścia

jakiejś formy

ułożonej z pachnących

wyrazów

 

Ale gdy się w głębi duszy

zarysuje kontur

który obiecuje woń przejąć

i podać ją tęczom

rosie

to wtedy właśnie tak dobrze

i wtedy w mym głosie

słyszysz ton uśmiechu

szmer serca, który jest

kochaniem

 

I wtedy już wiesz

że mi właśnie tak dobrze

gdy napiszę

wiersz

 

 

            SAD

 

Chodzę sobie

po sadzie chodzę

tu jabłoń rozkwita

w liść grusza spowita

w trawnikach brodzę

 

W gałązkach bzowych

przysiadło ptaszę

świergoty, trele

no, proszę, proszę

drwi mi z sadowych

śmiech, wesele

I wcale się nie chce

wracać do książki

tak bym z tym ptakiem

szybował

albo się wwiercę

w te kwiaty nowiną

lecz nie wiem, czy kwiat by

tajemnic dochował;

 

A wreszcie, kwiaty

 wiersz napisałem

i tak mi dobrze

kochane

chcecie mnie bratem

ja wam nieznaną

woń mojej myśli

podałem

 

  

            TWORZYWO

 

Z wiosennej trawy

pozbieram zapach

rozbłysk uśmiechu

z twarzy mej matki

i wezmę jezior

przejrzystych głębię

milczącą skargę

łamanych kwiatów

swojego serca

rytm nienazwany

 

klamrą rozumień

treści te złączę

i własnej duszy

myślą najszczerszą

 

pocieszę ludzi

pięknem, dobrocią

wierszem

 

 

            POZOSTAW W WIERSZU MYŚL

 

Słowa ci budzą myśl

Wiele jej tonów

Gamę najskrytszych

Tajemnych snów

Więc już od zaraz, dziś

Teczkę utworów

Sprawdź, popraw z nich trzy

I odłóż znów

 

Myśl nie jest muzyką

Jest światłem, słońcem

Czytaj w tym świetle

Każdy swój wiersz

Lecz czemu mi znikasz

W tonach, snach, łące

Wiersz gubisz w tym tle

I myśl. Czy wiesz

         


 

    NATCHNIENIE

 

Często towarzyszą deszczom

wiatru głosy

i o szyby uderzają wód

potokiem

lecz w zetknięciu z szybą szmerem

są i dłonią

która pisze wiersz

 

Często towarzyszą deszczom

mroki mętne

z deszczem, wichrem mroki

idą w tan

i hulają

lecz w zetknięciu z szybą skryciem

są tej dłoni

która pisze wiersz

 

 

            KAWAŁKI NIEBA

 

O moje wiersze modli się

zakonnica

 

Panie Boże, ukryj pod słowami

kawałki rozkosznego nieba

lub pióra ze skrzydeł

aniołów

 

Niech ludzkie tęsknoty ustawią się parami

I pofruną do ciepłego kraju

by człowiek

odpoczął

 

Nie wiem do dzisiaj

czy zakonnica została

wysłuchana

czy ludzie usłyszeli

słowa

Wiem, że człowiek

tęskni

 

A może ludzie wybrali

anielskie skrzydła

kawałki nieba

nie słowa, które

piszę

 

Proszę cię, zakonnico

nie módl się o moje

wiersze

  

 

            BAŚŃ O WIERSZACH

 

Wiersze mogą być eleganckie

nosić frak

jedwabne wiązać motyle

i zwierciadlanym salom składać

ukłony

 

Królewna z pąków róży

ukłonom poda dłonie

w pałacu zagrają flety

a złota łódź powiezie

w poślubną podróż

zakochane uśmiechy

 

Jedwabny motyl ucałuje różę

spadną płatki

 

Wiersze mogą być eleganckie

lecz życie nie przestaje być twarde

twarde jak ręce

………………

gdyby

ręce matki

 

 

            CZYM JESTEŚ

 

Może ty jesteś perła, może koral

a może ludzkie serce, żal

łzy matki, gdy córeczka chora

albo gdy dzieci są, a matki brak

 

Może ty jesteś wiosna, może bzy

lub może groźna burza, grom

gdy deszcz zaledwie tylko mży

a tu ci pali się twój dom

 

A może ty poezjo puszcza

lub może jesteś dzikim lwem

dłoń może jesteś opiekuńcza

Jesteś nadzieją. Teraz wiem

  

 

            SŁOŃCE LECZY POEZJĘ

 

Zaraz inaczej

gdy zaświeci słońce

w twarzy zobaczysz

jasne oczy, lśniące

radością

i uczujesz, że ci serce

żywiej bije

i tak chciałbyś wszystkim

rzucić się na szyję

z miłością

 

I gdzieś znika cały obraz

smutnych wspomnień

i żeś tęsknił, zapominasz

żeś przed progiem

żeś we mgle

słońce śle

w twoje serce swego ciepła

jasny promień

tyś radosny i zwycięski

czyn i ogień

 

W życiu już dosyć

tych molowych tonów

świeżej weź rosy

powiewu znad borów

poezję lecz

gdyż potrzeba, by słoneczna

była cała

by cię wiodła w górę

w niebo lub karała

tak jak miecz

 

 

            TĘSKNIĘ DO WIERSZY

 

Wiersze moje odeszły

Nie wzruszą ich tęsknoty

Ani łzy serca

Które pragnie słów

 

Mieszkają daleko

Spotykam je

Wyciągam dłoń

Chcę zerwać jabłko

Z cudzego drzewa

 

I czekam

 

Może ich niechęć

Minie

Może powrócą

 

Przygotowałem rękę do

Zgody

Wyrzuciłem z serca

 Żal

I ramiona otwarte

Czekają

 

 

Nie wzrusza ich tęsknota

Ani dłoń wyciągnięta

Ani serce

 

Które tęskni do wierszy

Do moich wierszy

Które odeszły

 

 

 

              KARTKI Z PODRÓŻY

 

  

            WIOSNA

               

Rozsypały się nad polem

Skowronkowe tony

W zieleń zbóż upadły ciepłem

Ciepłem wierszy rozwichrzonym

 

Zapachniały drzewa w lesie

Wiosennym oddechem

W nim znalazłeś snów swych prawdę

Życie opisane śmiechem

 

A na przebudzonej łące

Złoto, biel i błękit wody

Na przechadzce z wiosną niebo

Wykąpane, młode

 


 

            WAKACJE

 

Dom pośród sadu

Pokoik biały

Gniazdko usłane nad rżyskiem

Wśród łąk

Słońce doniczkom

Radość podało

Zakwitły szmery

Dziecięcych rąk

 

Dym biały z dachu

Uleciał w błękit

Śpiew i wzruszenia

Porwały serce

Zaśpiewał z nami dom

Pośród sadu

Wianek się spojrzeń chwycił

Za ręce

 

I sad jak dziczek

Do okien zagląda

Chce w cieple gniazdka

Zanurzyć twarz

 

Wiosno, spoczynku

Uśmiechu lata

Czy wiesz jak miły

Nad łąką

Dom nasz

 

 

            ROWER

 

Łubiny są niebieskie

a droga - prosta.

Czereśnie - przyjaciel na drodze

i bzy w opłotkach.

 

Drogę, jak kłębek zwijam,

a kłębek uniosę w lazury.

Wiatr chce mnie w drodze zatrzymać,

słońce - obedrzeć ze skóry.

 

Lecz pędzę . . .

kurz się tym pędem zdumiewa.

Wiatr by mnie może zatrzymał,

lecz dopingują drzewa.

 

Jeziora dziwią się bardzo,

zdumione stają mosty,

przed dziećmi Parys śmignął,

choć widzą rower prosty.

 

Więc przyczajona radość

ku myślom z serca wzlata:

„Stańmy w zawody z jeźdźcem".

Rower myśl z pędem zbratał.

 

  

            DROGA W KAZIMIERZU

 

Dzieci przy drodze - stokrotki

chłopaki kwitną, jak malwy

poutykane w płotach śmiechy

wśród sadów domek mały.

 

Dzieci wyrosną - wikliny

Wąsy się sypią, jak proso

Dla nich radością byłby rower

a dla mnie chodzić boso.

 

Tęsknotą ich jest słońce

i przeczuwana myśl człowieka

Tak jednakowo rośnie człowiek

i na to samo czeka.

 


 

        OBIAD W NAŁĘCZOWIE

 

Kelner zapytał: „Panu wodę?"

„Księżyc - odrzekłem - w liściach róży".

„Z róż konfiturę i tort panu?"

„Dziękuję - rzekłem - za duży".

 

Kelner brwi podniósł, skłonił się, uciekł,

jaśmin do sali wszedł zapachem,

do stołu przysiadł: „Pana znałem".

„Być może. Zapach u pana piłem czasem'

 

„Pamiętam, ławkę pan zajmował

i nigdy sam pan nie przychodził".

„Pan o myśl moją zapytuje,

z którą lubiłem dumać co dzień".

 

„W zawody dzisiaj z myślą staję

i u bzów będę los swój wróżył,

hiacynt w oknie toast wznosi,

więc na stół proszę księżyc z różą".

 

 

            SPACER

 

Skowronkowe

słyszę piosenki

 

Lecieć, lecieć

z tej tu między

w górę

w blaski

których w słońcu

niby wstążek

widzę sploty

 

I tak chciałbym

piękno barw

z melodią pola

i ze śpiewem

skowronkowym

w sercu zanieść

w serce swoje

w serce ludzi

niechby się zmieniła

dola

niechby tam wytrysły zdroje

zadowoleń

niechby tam

ktoś piosnkę

zbudził

 

Skowronkowe

słyszę piosnki

Serc zaploty

  

 

            WIERZBY

 

Nie są wysokie

Mają śliczne, srebrne palce

I pochylenie koron

I szept, gdy wiatr przebiega

I są jak w domu

Koronki brabanckie

Gdy wierzby ujrzysz

Na tle nieba

 

I świeże są, i młode

Choć srebrzy się im

Liść i kora

A cieniem darzą

Jak wybranym sercem

Jak szklanką wody

 

I na gest dobroci

zawsze czekają

na uśmiech, jak

córeczka chora


 

 

            ŻNIWA

 

Najpierw brzęki

pokrzykanie

i szeleści kłos

 

Potem świsty

zbóż płakanie

kropelkami ros

 

I na rżyskach

złotoostrych

snopy, snopy

snopy tkwią

 

Jak buławy

marszałkowskie

tak tu one

siłą lśnią

 

Bo chleb - siła

snopy - chleb

tak więc będzie nas

broniła

gdy tymczasem

ty dom z cegły

dom wysoki

będziesz tworzył

dom, co wzrośnie

z naszych

gleb

 

 

            PODRÓŻ POCIĄGIEM

 

za oknem masz łąkę

i

linie torów

jak linie nut

w pociągu stukot, rozpędu

trud

 

Bieg i rozpęd

trudem boli

lecz jak praca

radość daje

 

za oknem masz łąkę

w sercu trud

a podróż cała

rozradowaniem

 

 

 

            GEOMETRIA SPOTKAŃ

 

Podałeś mi na dłoni

Słowo obce

O myśl je moją zaczepiłeś

I związałeś z swoją

Popatrz

 

W kołysanie lasu upada

Patrzenie

Stuk pociągu przenosi je

Rytmem

I podziwiasz zaploty

 

Czy to nici pajęczych

Sieć

Nakrywająca przestrzeń

Nie

 

To jest prosta geometria

Spotkań

Dwie myśli i słowo na dłoni

Las

Akwarela zaplotu

I radość, że człowiek

Spotkał człowieka

 

 

 

            KASPROWY WIERCH

 

Usiadłem wśród skał

i kamieni

ponad koronami smreków

ponad wodospadami

myśl ślę

poza szczyty

 

Widzę pola pełne zbóż

domy i drzewa

słońce

znajome twarze

kwiaty na łąkach

 

Myśl wraca

trud czeka jak

dawniej

przede mną szczyt

góry

więc w drogę

sił więcej

skąd one

z krainy wspomnień

 

Muzyko domu

i łąk

dodaj mi sił

i serce odmień

 

 

            PRZECHADZKA PO PŁOCKU

 

Na przechadzkę, miły Boże

wczesnym ranem

tęcze rosy

i niebiosy

i wschód słońca witać możesz

witać graniem

 

Stańmy, o tu, gdzie brzeg Wisły

wzrokiem rzućmy

woda, lasy

żółte piaski

ach, radośnie, śmiech, pomysły

pieśń zanućmy

 

O tym mieście Piastów kwietnym

naszym Płocku

baszta stoi

tu, ryt Goyi

i katedra, stąd w bój wiedli

króle wojów

 

Hej, a teraz w dół, ku wodzie

z prysków rytmem

pieśń mieszajmy

opowiedzmy

naszej ziemi piękna krocie

światu hymnem

 


 

            WROCŁAW

 

Gwar tłumów

szmer maszyn

Odry pluskanie

mozaika barw

Wystawa Ziem

Odzyskanych

 

Zwycięstwo życia

nad mocą ruin

w kształtach posągu

gotycka iglica

na zgliszczach duszy

zwróconej ku Bogu

 

Słońce w witrażach

tańczy wśród kolumn

i fontann

wspaniała asymetria

zaułki

Wrocław

 

Tak pięknie tu

na wystawie

i w Polsce

Odrze, jej wodom

i miastu

serce

zostawię


 

 

            RYPIN

 

Wysiadasz z pociągu na szeleszczący

żwir

Kwiaty w doniczkach witają cię uśmiech.

i życzliwą wonią prowadzą ku miastu

 

Mijasz cienie stacyjnych budynków

Z drzewami, które strzegą chodników wymieniasz ukłony

i podajesz ramiona powitaniem Osiedla

 

Pierwsza dzielnica Rypina

siwe jednopiętra, czerwone dachów fryzury

zieleń u stóp

nad Osiedlem słońce, pogoda, deszcz, chmury

zależy kiedy odwiedzasz miasto          

niegdyś – gród

 

Całe miasto leży nieco w dole

jeśli wolisz, to na zboczu

które cofa się znad łąk

ku Osiedlu

Miasta jednak stąd nie widzisz

trzeba minąć park przy szkole

albo szpital, młyn lub dom

który jest lecznicą zwierząt

  

Gdy z Osiedla dojdziesz już do szkoły

i na prawo pójdziesz, by obejrzeć wille

sady

to zboczyłeś z drogi, którą zbiegłeś w serce

miasta

przez Mławską, na plac Zgody

i przed kino, banku gmach

na splot ulic - węzeł

gniazda

 

Do starostwa stąd już blisko

Plac Wolności, proszę tam

miniesz sąd, aptekę, hotel

widzisz pomnik i zieleńce, rozprysk fontann

plac już masz

 

Pójdziesz dalej, kościół mijasz

z mostu drugi widzisz w drzewach

a na lewo, ponad rzeczką

elektrownia, park i basen

umiesz pływać, skacz do wody

 

Proszę, przejdź się w Małpim Gaju

Przerzuć wzrok

I cały widzisz Rypin

(najpiękniejszy Rypin w maju)

  

Domy, drzewa, kwiaty domy

W którą tylko pójdziesz stronę

mijasz zapach, poszum, zieleń

Przy gimnazjum park

drzewa też na stadionie

i mleczarnia w drzewach tonie

 

Dalej las

W Rypinie Starym góry

do Brodnicy szosa

Widzisz, tam jest poczta

Miasto całe jak na dłoni

Miasto się do stóp nam kłoni

I zbiegamy myśli pędem

z każdym się ścigamy domem

 

Z każdą trawą i urzędem

I spieszymy

bo tam przecież na nas czeka

uśmiech miasta i

człowieka

  

 

            NOWE OSIEDLE

 

Roześmiany promień światła

Niby ciepły śpiew skowronka

Na wiosennych, srebrnych baziach

Wiesza dźwięk szkolnego dzwonka

 

A gdy wbiega w ulic szereg

Mego miasta pośród łąki

To wyciąga wiosnę z drzewek

I rozrzuca głogom pąki

 

Gdy przychodzi pod blok, dom mój

To rozbucha śmiech, wesele

Sam wyrzuca smutek z liryk

I sam śpiewa, słyszysz trele

  

 

            KUŹNIA W OBORACH

 

Płomień bucha z paleniska kuźni

Tęcze się palą na chmurach

Niech deszcze spadną na ziemię

Niech silniej miechy pracują

Ty słuchaj

 

Rosną ci zboża za domem

Rosną ci domy po miastach

Czy budzi się taka troska co rano

Abyś i ty urastał

 

Młoty kują, rozpalone sztaby

Patrz

Koła, abyś jechał

I podkowy

w pędzie konia dosiadasz

Deszcze spadają na Ziemię

Na ziemi wszystko urasta

Pędzisz na koniu przed siebie

Wyprzedzasz, zdobywasz

Ulatasz

 

Podkowa szczęście ci wróży

Szczęście, jak płomień, zapala

Pędzisz na koniu przed siebie

Naprzeciw wiatrom i burzy

Dosięgasz wreszcie

 

Mękę Tantala

Za miechy chwyć rękami

Niech ci rozszerza się świat

Niech płomień czynu hartuje

Siłę twych młodych lat

Teraz twym celem

Praca

Teraz twym celem

Czyn

W pracy jedynie możesz urastać

Bo takie prawo kuźni

l takie prawo ziemi

A tyś jej syn

 

I takie prawo nieba

Do góry wzlatać wciąż

Koń niesie tylko po ziemi

Ulatasz, gdy rośniesz

Z młodzieńca mąż

 

  

            KUL

 

Gmach zwyczajny, jak codzienny chleb

a dobry

i codzienni tutaj ludzie

 

Gdy ci dłonie ktoś podaje

w prostym geście czujesz serce

i wyraźny widzisz kształt

myślenia

drogę prostą, jak dziecięcy uśmiech

w którym cały świat odnajdziesz

Siebie, Myśl

i to wejście

gdzie najgłębsza liryka wzlotów

gdzie szukanie, ludzka dusza

trud tworzenia, On

 

gdzie w kaplicy z lamp najmniejsza

zrozumienie

twego życia najwłaściwszy

ton

  

 

            POCZEKAJKA KOŁO LUBLINA

               

Płot z różnobarwnych grochów

Siatkę drucianą podtrzymał

Rumiany dom przystanął z boku

Dłonie się splotły

Śmiech skrył się w oku

Rdest ławki wskazał, ślaz witał

 

Potem walizy urządziły pokój

Zmęczeniem zajął się kran rozgadany

Sad się przysunął dyskretnie ku oknu

I z nim dwa słowa

Już wszystkich znamy

 

 

             LOS CZŁOWIEKA

 

 

            RADOŚĆ DOSKONAŁA

 

Gdy spotykamy anioła, stajemy się

poezją

Spotkałem ciebie doskonała radości

Franciszka z Asyżu

Rysują mi cię w duszy Madonny

i muzyka

a na spacerze z pięknem

myślę o tobie obrazem góry

Alwerno

Spotkałem ciebie doskonała radości

Ulituj się nade mną

 

 

            ODLOT PTAKÓW

 

Człowiek

nie jest szczęśliwy

człowiek

jest męką

 

odlotem ptaków w jesieni

ubitym zwierzem którego

myśliwi w tryumfie

wloką

 

A gdyby człowiek

jagodą był

dojrzałą w lesie

 

bo może szczęściem jest

gdy jagodę

głodny podniesie.

 

  

            ŻYCIORYS

               

Patrzę na siebie

I co widzę tam

Łzę, myśl o niebie

I że byłem sam

 

Patrzę w me serce

Także dusza łka

Co na to serce

Że uśmiechu brak

 

Patrzę przed życie

Łzy, słońce i bój

Dla świata skrycie

uśmiech. Niebu znój

 

 

             NAŚLADOWANIE ALANA Z LILIE

                 (Omnis mundi creatura)

 

Drzewo i ptak

i ludzkie oczy

to zawsze księga

w lustrze odbicie

znak

 

Cały los swój

w księdze wyczytasz

całe życie

ujmiesz w rysunku

oglądaj

zjawę zwierciadeł

tęczę w odblaskach

siebie

 

Róża najlepiej

uczy życia

jest lekcją losu

z porankiem budzi się

gdy słońce gaśnie

umiera barwa

jest wieczór kwiatu

 

Wdychając słońce i rosę

kwiat trwoży się

rozchyla piękno i płatki

rozdziera młodość

budząc się zasypia

Życie człowieka

to ptak

który ulata

latorośl młoda

twe lustro

i znak

róża najlepiej uczy

życia

żyjesz jutro

 

 

            SZUKANIE DROGI

 

Pąki wyszły poza swój

dom

w przejrzysty powiew

brzęczeniem uli niosą swą

woń

nadzieją lotu

 

a może pracę ich

zmieniają w muzykę

kto wie


 

 

            NAUKA OBCYCH JĘZYKÓW

 

Śmiech

także jest słowem

które uderza

krzyczy

łagodzi

zbliża

 

Powiedz

czy wytrzymałeś

razy

śmiechu

 

  

            SPOTKANIE

 

Za oknem

ktoś bliski

i uśmiech

wciąż ten sam

dobrze mi

znany

 

Wybiegam

i widzę

to tylko

dziś rano

dziś rano

zakwitły

kasztany

 

 

BĘDĘ ZNÓW UŚMIECHNIĘTY

 

Teraz już będę

znów uśmiechnięty

bracie mój, bracie

by w twoich oczach

nie było smutku

gdy za mnie płaczesz

 

Mocny rozsunę

konary w sadzie

ty odłóż dłonie

byś mógł swe czoło

odchylić w słońce

po trudzie dla mnie

 

Wreszcie uwierzę

że ludzie dobrzy

boś ty współczuciem

boś mnie osłonił

przed zimnem zwątpień

w mój ciężki grudzień

 

 

            MINĄĆ SMUTEK

 

Zawsze bronię tego zdania

że uśmiech to zdrowie

czy do pracy, czy śpiewania

idź z uśmiechem. W mowie

niech zadźwięczy życia śpiewem

niech w duszy zagości

i niech z wiosny ci powiewem

moc wniesie radości

 

Uśmiech serca ludzkie łączy

i podnosi w górę

niby orzeł, pegaz rączy

smutku mija chmurę

 

 

            WIGILIA

 

W oczach radość

serce śpiewa

przy choince dobrze nam

przyjaźń rośnie

szczerość w słowie

a z opłatkiem idzie Pan

Bracie miły

podaj dłonie

niech ci życzeń z serca dam

bądź jak dęby

jak jabłonie

siłą, pięknem, niby sam

Przy twym boku

serce wierne

w twoim sercu zawsze Bóg

to jest wolność

życie, wiesz już

i próg najszczęśliwszych dróg

  

 

            ZAUFAJ LUDZIOM

 

Wznosi się z cegieł mur czerwony

urasta dom

i patrz

wśród tych wokoło rozrzuconych

cegieł, kamieni

jest i złom

bezużyteczny złom ceglany

i tych kamiennych rozłupań

moc

posłuchaj

 

Są takie ranki słoneczne

że być w błękit leciał

ptak

są takie ranki bez słońca

wieków wiek

zimno zimy

pustka jęcząca

brak

 

Wznosi się z cegieł mur czerwony

zbudować trzeba

dom

budulca nie ma

brony

pługi i brony wprowadź w ruch

niech się poruszy gleba

wydobądź stamtąd kamień nowy

pracuj za dwóch

 

I pamiętaj

wśród tych wokoło rozrzuconych

cegieł, kamieni

jest i złom

dla nikogo ranki bez słońca

zimno zimy

on już nie wierzy

snom

podnieś go, proszę

 

Gdyby nie losów złych wysoki

gdyby nie kruchość jego sił

byłby też częścią gmachu

nie rzuć odpadku na bruk drogi

nie daj, by znowu w błocie tkwił

bezdomny

podnieś go, proszę

 

Często mijamy cierpienie

uwiędły badyl

złamany liść

kogoś w rozpaczy

lęku nawet

kogoś, komu sił braknie

by iść

uwiędły badyl podnieś, proszę

nietwórczy, proszę, podnieś złom

uśmiechem obdarz

sercem

rzuć na to potem grom

niech się rozpali płomień

w nim się przetworzy

badyl i liść

 

By kiedyś stanął tu dom nowy

jeden dla wszystkich, piękny dom

mieszkanie słońca

pracuj już

buduj, twórz

i ufaj

ludziom do końca

 

 

            LUDZKIE ŻYCIE

 

Czy wystarczą słowa

aby opisać ogień

którym jest człowiek

gdy żyje

 

Czy wystarczą obrazy

zbudzone słowami

aby ogrzał ogień

gdy człowiek chłodnie

 

Czy wystarczy myśl

 

Czy wystarczy nastrój

który przywołał myśl, ujął ją

w słowach

ułożył w obrazy, mówiące

o ogniu

 

Wiem, nie wystarczą słowa

obrazy

nie wystarczy myśl

i nastrój

 

A może droga

która jest kolejnością obrazów

i kolejnością ich znikania

może droga powie

czym jest ludzkie życie

Na tej drodze

nad strumieniem kwitną wierzby

pośród łąk tęsknoty

tęsknota nad wodą buduje posągi

z lśniących bazaltów

 

W świecie pochmurnym niekiedy słońce

ciepły promyk ogrzewa dłoń

skostniałą

dłoń przytula ciepło do serca

ciepły promień zaświecił

lecz myśl nie zdążyła zapamiętać

jego kształtów

była słaba

 

Stoją domy, biją dzwony

las odpowiada echem

dzwony grają pieśń „dlaczego"

domy mają kształt serca

biją jak dzwony

 

Od lasu płynie nowa pieśń „pragnę"

dlaczego pragnę

 

Czym jest ludzkie życie

czy tęsknotą, która pragnie

by wystarczyły obrazy

i słowa

myśl i nastroje

gdy trzeba przejść drogą znikania

czy jest ogniem

 

Życie jest rozwieszaniem barw

zdobieniem świata

 

 

            LOSY SERCA

 

Nie mogę przed wami

otworzyć serca

w tej kasie ogniotrwałej

ukryłem rzeczy własne

 

chowam je, by ich nie stracić

i waszych nie obudzić pragnień

przed oczami ciekawych kryję

i sam chcę o nich zapomnieć

 

nie wierzycie przypuszczając pułapkę

albo że zmylić chcę nieufny

powiem więc, że to są rzeczy ważne

poddane oczyszczeniu przez ogień

 

serce zawsze płonie, więc wypali

na czyste złoto los człowieka

nie, nie otworzę serca

szkoda mi bowiem innych serc

 

nie wie się nigdy, czy rzecz własna

przyjęta w drugie serca ludzkie

nie zbrudzi serca, nie oziębi

czym jednak dzielić się z drugimi

 

Chyba tęsknotą i wysiłkiem

i troską o najlepszy rozwój

 dokąd nie wierzę sercu, serca nie dam

otworzę je po próbie ognia.

 

 

            ŚCIANOM DOMU

 

Jakże mi o swoim szczęściu

jakże dziś

lub gniazdo własne słać

czyż bym mógł marzeniom dawać kształty

chcieć, czego pragnę

 

Jakże mi o swoim sercu

jakże śnić

lub myśl w szkatułce mnożyć

czyż bym mógł kaprysów łeb zadarty

dziwny ja

brać, co barwne

 

Jakże dziś, gdy mi lęk brata

zbudził tęsknotę chcenia skrzydeł

jakże zatrzymać orła, gdy wylata

i jak tęsknoty, za którymi idę

 

Jakże dziś, gdy nieuczciwy kupiec

tęsknotę wykupuje, kradnie

a brat mój staje, choć już biegał

choć nadal pragnie lepiej, barwniej

 

Przechodzę drogą, ten sam kwiat

i ludzi smutne oczy takie same

i kiedyś prawość, jesteś rad

i młodzi sami otwierają bramę

Lecz kwiat nie rośnie niebu, w miejscu świat

i ludzkim oczom zakreślone koła

prawość dotyczy kilku spraw

a młodość wciąż wywala bramę

choć droga woła.

 

 

            TĘPY UCZEŃ ZIEMI

 

Stanąłem wobec granitu słów

ulewa katastrof

zepchnęła spokój w dymiące czeluście

 

wdzierałem się po zboczach

na szczyt granitu

szklane słowa nie wytrzymały uderzeń

 

rozpadły się szczyty niszcząc dolinę życia

tworząc czeluście

 

zawsze

najgłębsze życie nawet atomu

jest przebieganiem dróg nieoznaczonych

i wtedy pojawia się foton

gdy idę, zabłyśnie światło

 

nie pozna świata kilof turysty

człowiek nie dotrze do szklanych szczytów

słowa rozsypią się

czeluście zapłoną

zniszczeją doliny życia

żyć bowiem znaczy

przebiegać drogi nieoznaczone

 

czemu tak późno zszedł z w serce ziemi

turysta – człowiek

 

czemu tak długo jest

turystą człowiek

 

i nie przebiega dróg nieoznaczonych

tęsknotą rozbiwszy atom

swoje słowa, myśli i spokój

 

ziemia uczy dróg biegu do krańców

lecz jakże tępym uczniem ziemi

jest człowiek

 

 

            BALLADA RADOSNA

 

Człowiek dudka grająca

Marsjasz na niej pieśń tworzy

Człowiek dudka myśląca

 

Torreador z areny

W ciągłym boju z wszechświatem

Walczy pył, lecz rozumny

 

To nie Marsjasz wygrywa

Człowiek tworzy melodię

Dudka samogrająca

 

Każdą rzecz człowiek pozna

Czyli imię jej nada

Czyli ujmie pojęciem

 

Pośród działań człowieka

Jedno myśleć zostaje

Dając produkt bez śmierci

 

Rozpad części mierzalnych

Śmiercią bywa nazwany

Czy jest cmentarz dla pojęć

 

Źródło żyje, gdy woda

Dusza matką mych pojęć

Człowiek dudka myśląca

 

Jest w człowieku duch mocy

I na wieki zostaje

Z ciałem tworząc jednostkę

 

Gdy pod kwiaty w ogrodzie

Kopię ziemię na klomby

Ziemia zyska kształt nowy

 

Nie na ziemi i kształtu

Jedna gleba dla kwiatów

Człowiek kwiatem w ogrodzie

 

Nie ma duszy i ciała

Człowiek Bogu cześć składa

Człowiek wszechświat pojmuje

 

Czy dla pojęć jest cmentarz

Ciało ginie duch został

Czeka dusza na ciało

 

Człowiek dany jest światu

Dudka samogrająca

Pył o kształcie duchowym

 

Błądzi mędrzec przeszłości

Duch i ciało nie w walce

Więźniem nie jest duch w ciele

 

Tylko żyć tu jest trudno

Czyli miłość hodować

Klombom nadać kształt nowy

 

Patrz na kwiaty, umieją

Korzeń w ziemi, a w słońcu

Cała barwa i zapach

 

Smutny koniec ballady

Gdyś nie w słońcu i w ziemi

Dudko samogrająca

 

Pył z profilem duchowym

Gdy pojmuje, pieśń tworzy

Człowiek dudka myśląca.

 

 

            PIOSENKA

 

Pomaleńku

dziaduleńku

jeden krok

pomaleńku

pomaleńku

minął rok

 

kij sękaty

dziad brodaty

młody świat

przystanęli

odpoczęli

wzdycha dziad

 

gdyby młodość

gdyby nogi

łatwiej iść

wtedy broda

lśniąca, młoda

uwiądł liść

 

więc dziadulu

podnieś kule

jeden krok

pomaleńku

pomaleńku

minie rok.

 

 

            WIECZÓR W ZIMIE

 

Pada śnieg, mój Boże

Zimno i smutno

bolesny stan serca

 

Śnieg wzywa w góry

w szałowy pęd

po zboczach

 

Pada śnieg, tu jestem

przy radiu i choince

patrzę w płomień świeczek

na kolorowe zabawki

na odbite w nich oczy

a poprzez oczy

na zimno i śnieg

bolesny stan serca

 

 

               

             TWORZENIE DOMU

 

 

            NIEPOKÓJ

 

Zagraża mi brak ciebie

odchodzisz w swój świat

nie widzisz mojej miłości

wołam do ciebie poprzez słowa

czy mnie usłyszysz

sięgasz po drobiazgi

rozmowę, spacer

a chcę ci dać serce

nie rozpoznajesz serca

mojej miłości

odchodzisz w swój świat

twoje oczy nie przywykły

do mroków i blasku

miłości

mojej miłości odchodzisz w swój świat

zagraża mi brak ciebie

 

 

            UWIERZYĆ MIŁOŚCI

 

Nie uwierzyła mojej miłości

czy uwierzy

że to jest dar dla niej

zwornik nadziei i uczuć

 

Nie mogę uwierzyć, że mnie nie kocha

nie mogę walczyć o miłość

która jest we mnie dla niej

nie mogę bowiem walczyć o siebie

 

Walczę o nią

o jej uwagę, o jej uczucia

nie mogę walczyć o to, że kocham

że ją wybrałem

mogę walczyć o jej miłość

o to, by mnie wybrała

 

Lecz jeśli miłość jest darem

nie mogę zdobyć miłości

wygrać w walce

zdobyty dar nie jest darem

 

Cierpię, bo miłość, której ktoś nie chce

boli

cierpię, bo miłość, na którą czekam

nie stała się darem

 

Dar dla niej, dar dla mnie

nie jest zwornikiem nadziei i uczuć

 

 

            OCALIĆ SPRAWY WAŻNIEJSZE

 

Cierpisz dlatego, że boisz się powiązań z ludźmi

wiesz, że powiązania te są uczuciami

a nie wiesz, czym jest uczucie

 

pragniesz zaufać, nie umiesz zaufać

i nie nauczysz się nigdy

zaufania

jeśli nie będziesz mierzył własnym zaufaniem

 

boisz się utraty tego, co znalazłeś

chcesz wszystko zatrzymać, więc wszystko

stracisz

nie umiesz wybierać, a musisz

wybierać

są sprawy ważne i sprawy mniej ważne

mniej ważne trzeba utracić, aby

ocalić sprawy ważniejsze

 

wszyscy cierpimy, dlaczego cierpimy

cierpisz dlatego, że boisz się powiązań

boisz się miłości

 

 

            SŁOŃCE  I DZIEŃ

 

Nie każda miłość wiąże się z cierpieniem

nie każdemu dobru towarzyszy zło

 

Miłości nie musisz poznawać po cierpieniu

dobro jest dobrem nie przyrównane złu

 

Cierpienia unikniesz tylko wtedy

gdy twoją miłość podejmie ktoś kochany

 

Zło w nas obecne działa w mroku

dobro jest zawsze słońcem i dniem

 

 

            MIARA MIŁOŚCI

 

miłość nie dzieli się na części

jest zawsze jedna i cała

tą samą miłością kochamy Boga

kochamy ludzi, piękno, rozum

inny jest tylko w każdym wypadku

sposób kochania

 

kochając rzeczy, tak jak Boga

ściągamy Boga do poziomu rzeczy

i rzeczom dajemy rangę Boga

ten sposób miłości poznaje się po tym

że człowiek przestaje odczuwać głód boga

ten sposób miłości krzywdzi człowieka

ponieważ oddziela od Boga

i krzywdzi Boga odbierając mu ludzkie

serce

 

przedmiot, który kochamy

wyznacza miarę i wielkość naszej miłości

rzeczy nie mogą jej spotęgować

sprawić to może wyłącznie Bóg

i żywe serce osoby ludzkiej

człowiek i Bóg

 

 

            UTRACIĆ ABY ODZYSKAĆ

 

Utracić miłość to znaczy także

kochać miłością która jest z nieba

utracić miłość to włączyć miłość

aż w miłość Bożą

i połączoną z naszą miłością

miłością Boga kochać dopiero

Boga i ludzi a nawet rzeczy

wtedy się zmienia poziom miłości

ktoś ukochany więcej otrzyma

gdy go kochamy miłością ludzką

lecz przekształconą

a więc miłością nadprzyrodzoną

naszą i Bożą daną nam z nieba

tą utraconą i odzyskaną

w tym połączeniu

naszą miłością w miłości Boga

 

 

            DLACZEGO BOISZ SIĘ MIŁOŚCI

               

tak mówisz do mnie

uczucia są rzeką która płynie

możesz jedynie umacniać brzeg rzeki

pilnować aby żywioł nie zniszczył

urodzajnych łąk

są mrokiem wilgotnym

w którym gaśnie światło

 

nie pogodzisz rozumu z uczuciem

gdy łączysz je łączysz światło z mrokiem

pętasz wolność nie wyjdziesz z rzeki

chcesz rozum zastąpić w uczuciu

 

nie rozumiesz ducha fausta

wolny jest mefisto rozum to mefisto

wolność to nie dać się wciągnąć w mrok

wyzwala nas rozum tylko rozum mefisto

od egoizmu nie uwalnia nastrój uczucie

uwalnia rozum otwiera perspektywy

 

odpowiadam

dlaczego człowieka pozbawić chcesz miłości

usunąć tkliwość serdeczność wzruszenie

kiedyś aniołów zachwycił rozum ich własny

i aby nie związać go z czymś innym

zrezygnowali z miłości

wybrali rozum i pozorną wolność

to jest mefisto

który odrzucił miłość

 

uwolniony rozum odrzucone rzeki

wilgotny mrok wzruszenie miłość

to straszne to straszne

właściwym imieniem mefista

bunt

 

tak mówisz do mnie

nie bądź śmieszny łączy nas urok

rozumu urok rozmów inteligencji

jej szukamy jej piękna ironii słów dowcipu

to nas łączy nie miłość

 

odpowiadam

ty cierpisz boisz się miłości

sądzisz że miłość sprawia ból

miłość nie boli gdy ją dasz darmo

spotkanemu człowiekowi

 

 

            ŚLUB Z AUTEM

 

Nie zna uczuć subtelnych

nie jest zdolny do wzruszeń

oblicza

planuje uczucia, planuje wzruszenia

zalety przyszłej żony, dom, telewizor

zdobywa dziewczęta, silny, brutalny

ta jest oszczędna, kochająca, zdrowa

ma wiele zalet przyszłej żony

lecz nie chce przy domu ogródka

rzuca dziewczynę, szuka jej zalet

kocha zalety przyszłej żony

nie znajdzie zalet wiszących w powietrzu

nie znajdzie wszystkich w jednym człowieku

nie znajdzie żony

planuje zalety, dom, telewizor

bez wzruszeń, uczuć, bez serca

znajdzie dziewczynę, nie znajdzie żony

znalazł

zawarła ślub z jego autem

 

 

            ZAKOCHANIE W MARZENIU

 

Wymarzył sobie gorącą miłość

wymarzył sobie wzór przyszłej żony

dziewczęta, które spotkał nie spełniły wzoru

czy szuka realnej dziewczyny

szuka siebie owinięty w marzenie, w tęsknotę

kocha swoje marzenie, swoje plany

siebie

znajdzie swoje marzenie, swoje plany, siebie

nie spotka dziewcząt, serca, miłości

utraci miłość, ponieważ

nie kocha człowieka o realnym kształcie

serca

 

 

            WYBRAŁ POJĘCIA

 

Kocha poezję, kocha piękno

pojęcia, fikcję, świat, ludzi w ogóle

stwierdza ze smutkiem brak miłości

 

O jakże puste to ludzkie serce

pełne miłości do pojęć i rzeczy

 

Rzeczy, pojęcia nie dają wzrostu

miłości

biorą wciąż, biorą miłość

 

Wzrost daje tylko

miłość

ludzkiego serca

podejmująca, ofiarowana


 

            MIŁOŚĆ OTWIERA OCZY

 

nie widzimy dobrze

tych

których kochamy

chwytamy w nich to

czym najbardziej

żyją

nie mamy dystansu

który

pozwoliłby zobaczyć

właściwe ich

potrzeby

 

lecz dzięki miłości

w ogóle ich

widzimy

miłość otwiera oczy

widzimy ukochanych

i to

co raduje

to

że żyją

 

 

            PRZYNOSZĘ CI KWIATY

 

A kiedy się uśmiechasz do mnie

moja ty droga, moja droga

to ci na uśmiech uśmiechem odpowiem

moja droga

 

A kiedy mi swe podasz dłonie

moja ty wiosno

to się ucieszę, a ty zapłoniesz

jak kwiat, więc ci kwiaty niosę

 

A kiedy mi z wiązanki kwiatów

jeden u boku przypniesz, proszę biały

to chyba serce już dam ci za to

niech by i serca się śmiały

 

 

            ZAKOCHANI

 

Nie patrzą na siebie

unikają spotkań

mają odmienne zdanie

milczą

 

I tylko płacz podobnie ściska im gardła

I tylko tęsknota przecina ich drogi

 

Przecięcie obojętne ostre

krzemień uderza o krzemień

i nagle

iskra uśmiechu

 

Już patrzą na siebie

szukają spotkań

myślą to samo

toną w rozmowach

 

Aniele Stróżu

niech tonie w szczęściu

jedno serce

o czterech oczach

 

I tylko poeci się nie dziwią

że tęsknota zderza się z tęsknotą

 

 

Aniele Stróżu niech

krzemień uderza o krzemień

niech

iskrzy się uśmiech

 

bo tylko wtedy jest

serce

 

 

            OCZY NA DNIE WODY

 

Mówią

niezrozumiałe twe metafory

a ja naprawdę kocham

kocham wrony

 

I żal naprawdę mam do słońca

że moje oczy na dno wody

jak jarzębiny strąca

 

I mówią

oczu nie masz

pokochać wronę

 

Gdy słońce strąci oczy

może to wtedy trzeba wybrać

wybrać żonę.

 

 

            POCAŁUNKI

 

Złote obręcze wiążę jedwabiem

na sznur nawlekam gorącą perłę

aniołów skrzypce dla ciebie dla mnie

wodospadami grają kolędę

 

Skrzydło motyla bandażem leczę

kwiatów jabłoni płatki przeliczam

i pomysł wiersza ujmuję w dłonie

jaśminem kwitnie cała ulica

 

Zrywam naręcza białych konwalii

słucham słowików, płaczu sieroty

wschód słońca zaraz niebo zapali

w tęsknotę wpłynę okrętem złotym

 

Znalazłem w morzu bezcenną muszlę

i łzami myję gorącą perłę z

łote obręcze rozdzielić muszę

skrzypce przestały nucić kolędę

 

 

            DOM

 

Dom takim jest miejscem

że się do niego zawsze chce

wracać

jest zbudowany z nastrojów

i uczuć

z języka rzeczy, mebli, kolorów

żon obecności, matek

i dzieci

 

Zadaniem żony i osiągnięciem

jest atmosfera domu, dom cały

gdy mąż nie będzie chciał wrócić

do żony

wróci do domu, tak myśli i żona

do uczuć, mebli, kolorów

dzieci

 

Z kolorów, z mebli, naczyń i książek

żona kształtuje jedność nastroju

podstawę zgody i zaufania

podstawę szczęścia, którym się cieszy

w niebieskiej kuchni tęskniąc

do męża

 

Niebieska kuchnia jest tą świątynią

w której codziennie cztery żywioły

ogień i woda, produkty w spiżarni

także powietrze poddane są żonie

i tylko ona nad nimi panuje

 

To panowanie nad żywiołami

wyraża w domu ład i porządek

mądrość uznania wartości drobiazgów

żony gotują, mąż rozmawia z dzieckiem

by zaprzyjaźnić się z domem i z synem

żona jest matką, domem

jest wszystkim


 

 

            MALEŃKI SYN

 

Synek ma niebieskie oczy

jak kolory kuchni, w której

matka panuje nad żywiołami

nad wodą i ogniem

nad produktami w spiżarni

powietrzem i atmosferą domu

 

Synek też opanował żywioły

niebieskie oczy, uśmiech, swoje

rączki

wodę na kąpiel, ogień miłości

matkę i ojca

słońce i atmosferę domu

 

Matka panuje nad żywiołami

synek nad matką i ojcem

kto jest zwycięzcą

kto szybciej opanował żywioły

 

 

            ŚMIECH PSZCZOŁY

 

Syneczku

A przestańże kręcić figlarną czupryną

I śmiechy zaczepne rozrzucać wróbelkom

Na drogę popatrz

Piłeczka lekka trawek dotyka

Słonko w tę stronę w tornistrze z promyka

 

Syneczku

Bo jakże kokardkę u szyi zawiążę

I bucik na nóżkach ptaszynach skrzydlatych

Na drogę popatrz

Motyl nad chabrem w śmiech zaplątany

A sarna w oknie je tulipany

 

Syneczku

Czyż mogę tornister rąk krzykom narzucić

I oczy odszukać dwie gwiazdy błękitu

Na drogę popatrz

Mamusiu, gdzie jest ten promyk i sarna

To ty syneczku do szkoły z rana

 

Syneczku

Mój motyl, mój chaber, ty rano do szkoły

Sarenka i słonko, mój synek, śmiech pszczoły

 

  

            UMIEĆ ROZMAWIAĆ

 

matka zawsze rozumie

swoje dziecko

ojciec nie zawsze przyjaźni się

z synem

musi nauczyć się

przyjaźni

od małego syna

uczyć się rozmów

patrzenia małymi oczami

na wielki świat

aby umieć rozmawiać

z dorosłym synem

bardzo serdecznie

nawet wtedy gdy nie będą

mogli się zrozumieć

 

 

            DZIECI

 

Czytałem u poetów

wiersz o rączkach dzieci

że w kołysce

rączki

w szkole widzą

rączki

pod choinką

przy obiedzie

i wśród płaczu

rączki

 

Jedna widzę wbrew poetom

tylko oczy dzieci

i w kołysce

także w szkole

oczy patrzą, płaczą

wiedzą

tylko oczy

zawsze ufne

dwie drabinki

i świat cały

 

Sprzeczam się więc z poetami

gdyż dzieci to

oczy

błękitne i jasne

czarne i piwne

brama radości

sam uśmiech

poznawanie świata

świeże zdziwienie

drogowskaz

 

Nie chcę, by oczy były ręką

która

twardnieje

zmęczona, zniszczona

Nie chcę, by oczy były

rękami

 

 

            KOŁYSANKA

 

Cisza i sen

w zaświatach hen

zagasło już

świecenie zórz

wysoko tam

to oczko znak

to gwiazdka ma

cichutko gra

każe mi spać

by jutro wstać

i przędzie len

a złoty sen

bajkę mi tka

i rzęsy tak

układa mi

że sen się śni

a anioł stróż

baśń wonnych róż

życzy mi śpij

o niebie śnij

 

 

MELDUNEK MINISTRANTÓW

 

Boże i Panie

I Matko

Częstochowska

Polscy ministranci

Meldują się

Na rozkaz

 

U Bożych stóp

Modlitwa nasza

Przy tabernakulum

Straż

Obsługujemy co dzień

Ołtarze

Swoją powinność

Każdy z nas

Zna

 

Charakter tworzyć

I czystą drogą

Z imieniem Bożym

Przez życie

Iść

Święta ofiara uczy nas

Życia

Jak silnym być

Mądrym

Jak świętym

Być

 

Pełnimy służbę

W twórczym czuwaniu

A z nami czuwa

Bóg

Byśmy wyrośli dobrzy

Jedną wybrali drogę

Wśród wielu

Dróg

 

Jedna jest droga

Tą drogą Bóg

W nim jest zawarta

Radość i praca

Rodzina własna

Ołtarz i świętość

I przyszłość jasna

I pokonany wróg

 

Boże i Panie

Spokojnie możesz

Nas ministrantów

Obdarzyć swym

Zaufaniem

  

 

            BUKIET SERC

 

Nie kwiaty składam

Lecz nasze serca

Zanieś je Bogu

Arcypasterzu

Tam się odwaga nasza

Powiększy

I kontakt z Bogiem

Bliższy zawiąże

Tą prośbą witam Cię dzisiaj

Panie

Kościoła Książę

 

 

 

             „OŚMIELAMY SIĘ MÓWIĆ”



 

            JUTRZNIA

 

W biel kwiatów jabłoni

ustroję swą duszę

i drogę wysypię

jaśminem

wschód tęczy rozdzwoni

mą radość i ciszę

i pustkę wypełni

swym hymnem

 

I stanę przed progiem

i serce na dłoni

łzę obok ułożę

ci Panie

zrozumiesz, Tyś Bogiem

tęsknotą duch płonie

przyjść zechciej, gdy mam

rozmyślanie

 

 

            NIEPOKALANA

 

Na błękitach zarys twej postaci

Przedziwna

 

Najpierw kontur: pomysł Boga

Wnętrze: łaska, a z nią Słowo

Całość: Matką jesteś życia

Rosą wzrostów

Pani

 

Pieśnią życia pochwalona

Tęczo wzorów

Która świecisz Bogiem

Wszystkie w sobie skupiasz blaski

Wszystkie obejmujesz serca

Ty

Najlepsza, dusz tulenie

Przed wiekami pomyślana

Piękna

Witaj, o Niepokalana


 

 

            PROŚBA

 

Przyszłaś na ziemię tak piękna

gdyż w pięknie pełni łask

Przyjdź do mej duszy

Matko Boga

 

Gdy przychodzisz

rzeka jest dla ludzi najczystszą

wodą

dziecko rodzicom sprawia

radość

młodość staje się ofiarna

na głowie chorego ktoś zmienia

kompres

staruszka uśmiecha się do

słońca

człowiek wybacza człowiekowi

 

Gdy przychodzisz tak piękna

w pięknie pełni łask

Przyjdź do mej duszy

Matko Boga

 

 

            ULECZ CIERPIENIE

 

Znasz ziemi duszę

Maryjo

Dni jej wiosny

Jesień znasz

I tę częstą lata

Suszę

Chwil krzyżowych

Twarz

 

Tyś nieba pani

Maryjo

Eliasza obłok

Ros

Z Twojej pozwól świętej

Dłoni

Pełny łask wziąć

Kłos

 

Matko

Krzyżowe ulecz

Cierpienie

Ziemi suchej

Deszczu daj

Uśmiech ludziom

Szczęście

Miłość

Miłość stworzy  

Maj


 

            LITANIA

 

Maryjo

Tęsknoto nasza do Boga

Wzruszenie nasze

Wzorze

Tak bliska Trójcy Świętej

Umiłowana

Pełna łaski

Która przynosisz ludziom miłość Chrystusa

Która podnosisz naszą miłość

Aż ku Duchowi Świętemu

Płacząca

Pełna troski o moją duszę

o naszą świętość

o chwałę Boga

Aby nas Bóg wydźwignął

przeniósł w swoje serce

Abyśmy stali się narzędziami

Chrystusowych działań

Jego własnością

Oddaj nas Bogu swymi rękami

Bożą rzecz i Twoją

ku Tobie kierujących oczy i duszę

Abyśmy Ojcu, Synowi i Duchowi

Świętemu

przez Ciebie oddali chwałę

Abyśmy ukochali Boga nade wszystko

miłość Twoją i naszą

tęsknotę Twojej i naszej duszy

Abyśmy za grzechy wynagradzali

miłością

Abyśmy modlitwą ratowali ludzi

naszych braci

Abyśmy umieli przebłagać za tych

których zgorszyliśmy

których przez zaniedbanie

nie przybliżyliśmy do Boga

Uratuj ich

Gwiazdo mórz

Uratuj nas

Abyśmy umieli przeżyć żal

który da nam Boga

Abyśmy zasłużyli na trwanie

przy Tobie

dla Ciebie

i przez Ciebie

w Bogu

Nasza Matko

 

  

            RORATY

 

Niebo ucałowało ziemię

rosą

i stał się chleb

Kołysankę wiatry

niosą

 

Niebo podało ziemi

słoneczne dłonie

na rękach zawisł

kłos

uśmiechy w rodzinie

rosną

 

Chleb wniósł do domu radość siły

na drzewie zawisł

I płacze, płacze radość

modli się

 

 

            ŁAMANIE CHLEBA

 

W poszumie przyszedł skrzydeł

po trzykroć święty Duch

Piotr mszę codzienną składa w Rzymie

Ojciec, Syn, Duch

 

Miasto śpi jeszcze, lecz wierni

gromadka chrześcijan i Piotr przy kamieniu

Chleb łamią

 

Modlitwa tęsknot, róża wśród czerni

chyli się, prosi

o ulgę w cierpieniu

Chleb łamią

 

Codzienne troski, wizje katuszy

i żal, żem myślał, na co się trudzić

tęsknić za dobrem, wybierać mękę

życie od nowy i patrzeć z lękiem

jak tych najlepszych, wzory i świętość

arena prześle w odwieczne Piękno

 

a my, jak ślepcy, sami bez wzoru

 

Piotr rzekł: tu błądzisz

Pan został z nami

Owego, świadczę, przed męką wieczoru

Chleb łamał

Gromadka chrześcijan i Piotr przy kamieniu

i Boży z nimi Duch

został z Kościołem w poszumie skrzydeł

Piotr mszę codzienną składa w Rzymie

Ojciec, Syn, Duch

 

 

            TRWANIE

          „a bramy piekielne nie zwyciężą go"

 

Kłębi się przestwór

wiatr dmie

a dębu ogrom wśród cmentarzysk

dźwignięty w górę

trwa

tam w dole ślad katastrof

tam powalone pnie

Na nich pod dębem pędy młode

i kwiaty wokół pełne barw

i woń rozrostu, zieleń traw

i niewidoczny lot gołębia

 

Kłębi się przestwór

błysk, grom

tumany cieniów łączą siły

i trwałolistny szarpią dąb

 

Kiedyś, nim legły tutaj pnie

znad szczytów sosen

gołąb zleciał

i ziarno oddał ziemi

Pęd

wzrost

i dębu ogrom wśród cmentarzysk

potęga - drzewo trwa

 

 

            LAS

 

Jak młode trawy

zielone na wszystkich drogach

jak młode drzewa

które wyrosną w las

my, dzieci

bierzemy świat na ramiona

jak niegdyś Krzysztof

i Boga w serce

i zbudujemy życie

wzdłuż szos, autostrad i tras

 

l rozumiemy Boże sprawy

i Bożą myśl

i nie potrzeba wielu lat

by umysł dojrzał

z Jezusem - Przyjacielem

ujęliśmy się za ręce

i udźwigniemy świat

 

Ramiona nasze to siła lasu

a lasem dzieci, których jak trawy

na polskich drogach

których jest las

rośniemy w Bogu razem

z  Jezusem

czy jest gdzie siła większa

niż w nas

to rośnie Kościół

w las się rozrasta

Bóg w sercach dzieci

ze wsi i z miast

  

 

            METANOJA

 

Tęsknota wyznaczyła mi trasę drogi

niosłem komuś to, co miałem

w rękach

zatrzymałem się na drodze

gdyż

łąka pełna była kaczeńców

 

Nie, to nie łąka zawiniła

sam zawiniłem chcąc wypocząć

paliło mi dłonie to, co niosłem w rękach

to była moja miłość

na chwilę oddałem ją łące

dłonie zanurzyłem w strumieniu

 

Miłość płonęła, nie, nie paliła dłoni

pamiętam tylko, że miałem ją komuś zanieść powiedziałem więc do łąki

„przyniosłem ci miłość"

 

Pod drzewami spotkałem dzieci

oddałem im miłość

zwróciła mi ją łąka, gdy poprosiłem

w miastach smutne posągi z dawnych wieków

czekały na miłość, aby ożyć

dałem im miłość

dzieci zgodziły się mi ją oddać

 

Oddałem miłość ludzkim uśmiechom

gdy posągi się przyznały

że nie jest im smutno, gdy są bez miłości

wśród uśmiechów jeden był najpiękniejszy

to był uśmiech Boży

 

Nie widziałem tego uśmiechu

usłyszałem tylko „przyniosłeś miłość

ułóż ją ma mych dłoniach

właśnie na nią czekałem"

 

 

            RACHUNEK SUMIENIA

               

Biegnę szkolnym korytarzem

i mijam niszę białą

myśli wstrzymałem

słucham bzów hejnału

 

Myśl moja biegła krętą drogą

przez smutek, walkę, domu ciszę

i zagrał hejnał

kwiaty bzów w białej niszy

 

Dlaczego bzom nie oddałem

serca, traciłem życie

bzom i tylko Tobie

Boże

Najczystszy Kwiecie

 

  

            MODLITWA NA DZIEŃ ZIMOWY

 

Bieli przecudna

Duchu Święty

 

Upadasz śniegiem

na szarą ziemię

na grudę dróg

 

W dziecięcych oczach

Tyś rozradowaniem

i troską

aby nie wypadł z sanek

maleńki brat

 

Jesteś ciepłem

dla pól

które zasnęły

po pracy

 

Bielą daj okryć

smutek

który z tęsknoty

za pięknem

układa się na sercach

cieniem

i wprowadza

mrok

 

Bielą uczyń dusze

dla których jesteś

uciszeniem

i wskaż umysłom

drogi

 

Który jesteś

w nas

i w śniegu

Amen

 

 

 

            MODLITWA ZA NIEWIDOMYCH

 

Wodo

weź moje oczy, są na dnie strumienia

daj je niewidomym

Woda zwróciła oczy patrzącemu

 

Porcelanowy Chrystusie na Krzyżu

weź moje oczy, daj nie niewidomym

daj mi swoje

poradzisz sobie bez porcelanowych oczu

niewidomi zabłądzą bez moich

nie możesz im dać swych oczu

porcelanowych

niewidomi zbiją je grając w piłkę

ja będę strzegł porcelanowych oczu

mnie łatwiej o nie się troszczyć

 

Daj im także moje serce

nie jest mi potrzebne, gdyż już pokochałem

Ciebie

Ty nosisz moją miłość

gdybyś mi dał swoje serce porcelanowe

byłoby Ci lżej na Krzyżu

 

wodo

Chryste

 

 

            MOCNIEJSZY NIŻ ŚMIERĆ

 

gdy głosem kogoś skazanego na śmierć

w Oświęcimiu

Chrystus w tym bracie najmniejszym, cierpiącym

zaproponował wybór niepojęty

i trudny

czytelny tylko dla wiernie kochających

by miłość zwyciężyła

ojciec Kolbe był po stronie bliźniego

porzucając życie, które już dawno

oddał Bogu

wraz z sercem

z całą myślą, ludzkimi wartościami

 

świadkiem Boga jest człowiek

który w obronie życia

umie nie zachować życia dla siebie

umie ocalić miłość

a miłość pozostaje

 

gdy został zakonnikiem i kapłanem

wszystkich ojciec Kolbe pragnął ocalić

wraz z Chrystusem ukryć w Bogu na wieczność

i na przebywanie w szczęściu, „twarzą w twarz"

więc wsiadł do samolotu, aby zanieść

pisaną informację o miłości

Bożej

do najodleglejszych zakątków kraju

do Hiroszimy

do wszystkich ludzkich tęsknot

wiedziony wzorem, którym

jest Panna Najświętsza ukazująca

Syna

 

Syn Boży przyszedł, aby wydobyć nas

z bolesnego zła, z grzechu

aby przywrócić Bogu

ojciec Kolbe przyszedł, aby przywrócić

nas Bogu

z zaplątanych myśli, z uwikłań serca

 

gdy ojciec Kolbe był dzieckiem, już wybrał

koronę miłości, koronę cierpienia

więc chorował bez skargi

uczył się, nauczył

budował wspólnotę osób i klasztor

dla niej

w namiocie Ludu Bożego wędrując

od serca do serca

kołatając do myśli ludzkiej, aby

otworzyła drzwi Bogu

 

aż we wspólnocie osób z Oświęcimia

w klasztorze cierpienia

 

wołaniem kogoś skazanego na śmierć

głodową

Chrystus poprosił o znak, o świadectwo

że mocniejsza niż śmierć jest

 

miłość

 

 

            PSALM NAWRÓCENIA

 

Nie mam żalu

że przyszedłeś

do wielu z mych braci

ktoś najbliższy

Boże mój

i drogi

 

tylko tęsknię do tych

chwil

co przyjdą

gdy będę miał własny

dom

a w oknach doniczki

z kwiatami

i Ciebie

nie jak gościa

jak obcego

ale najbliższego

z przyjaciół

 

 

            CHRYSTUS W OGRÓJCU

 

Jesteś sam w ten wieczór

Jezu Chryste

wśród ogrójcowych drzew

sam ze swym

niepokojem

z pytaniami

przerażony przyszłością

perspektywą samotnej

męki

nie ma obok nikogo

kto by Cię pocieszył

uspokoił

był z tobą

w najtrudniejszej nocy

 

Dosięgasz miłością Ojca

jesteś z nim przez swe

Bóstwo

i nie doznajesz Boga

w swej ludzkiej

psychice

będąc zarazem Bogiem

takie jest prawo

bytowej odrębności

człowieka, którym też w pełni

jesteś

 

Twoje człowieczeństwo

 jest doświadczone lękiem

szukasz pomocy

pociechy w sercu

najbliższych

ci ukochani są nieobecni

zasnęli w jakimś miejscu

ogrodu

są i ich nie ma

sam pijesz kielich

goryczy

 

Męka osamotnienia

 jest ogromna

a przecież musisz

przetrwać

czas niepewności

mękę czekania

na bezpośrednie doznanie

w swej ludzkiej psychice

miłości Ojca

 

 

            PSALM CIEMNEJ NOCY PSYCHIKI

 

Boże spotkany

w realności wiary

nie ma Cię w moim

przeżyciu

nie doznaję Cię

w psychice

w warstwie przeżyć

 

W swej psychice jestem

tylko sam

ze swym niepokojem

z pytaniami

przerażony przyszłością

doświadczony lękiem

umęczony tęsknotą

ktoś bezdomny

gdyż serce nie wspiera się

na odczuwanej

radości

 

Jesteś w mej duszy

i nie ma Cię w mej

psychice

oddziela nas to

że Cię nie widzę

że nie widzę jasno

swego losu

sensu życia bez

Ciebie

 

A przecież muszę przetrwać

czas niepewności

mękę czekania

na bezpośrednie doznanie

Twej obecności

muszę przetrwać głód

miłości

którą jesteś

 

Nie doznaję Cię

w swej psychice

Ciebie

najcenniejszej perły

wyłowionej z morza

Ciebie, światła

moich oczu

przeżyć, psychiki

mego serca

nadziei moich marzeń

Ciebie, Boże

 

 

            PSALM PUSTYCH DNI W ZIMIE

 

Jeszcze zima

jeszcze śnieg przed domem

lecz także kilka godzin

słońca w południe

 

Patrzę przez okno pokoju

w którym jestem

nad drzwiami barokowy

aniołek

na ścianach drewniane posążki

świętych

na sprzętach świece

widzę to patrząc przez okno

w zimowe słońce

 

Nie jestem smutny

a łzy płyną mi z oczu

dlatego

że patrzę przez okno

w zimowe słońce

gwałtowne

iskrzące się w śniegu

 

Wyglądam przez okno

wypatruję Cię, szukam

swojego słońca

Widzę je na niebie

ogromne, raniące oczy

strząsam łzy, gdyż

zasłaniają mi Ciebie

 

Widzę Cię sercem

Boże

słońce mojego nieba

bez Ciebie nie widziałbym

piękna świata

i śniegu przed domem

 

 

            PSALM PUSTYNI

 

Jeśli się nade mną nie zlitujesz

jeśli się nie zlitujesz, Panie

 

spełni się obawa Hioba

nie zastaniesz mnie w domu o świcie

 

nie będzie mnie w południe

wieczorem znajdziesz dom pusty

 

nie usłyszysz wołań z dna mej biedy

 

wyjdziesz na ziemię suchą szukać mojej duszy

na piaski bezwodne, na pustkę

 

w gruzach miasto twoje, dom mój

wyniszczone ogrody, zasypane źródła

 

szarpią mnie tęsknoty, zwierzęta pustki

biegam po pustyni i pragnę się ukryć

 

wlokę kości swoje, piasek zasypuje oczy

nie zobaczę Cię, gdy będziesz nadchodził

 

piasek zasypie kości, odejdę, nie zastaniesz mnie

i będziesz płakał na ziemi suchej

 

 

i będziesz nasłuchiwał wołań z dna mej biedy

Jeśli się nade mną nie zlitujesz

jeśli się nie zlitujesz, Panie.

 

 

            PSALM TĘSKNOTY

 

Nie ma Cię w mojej duszy

nie ma Cię, Boże

 

Grzech mi odebrał Twą miłość i Ciebie

jesteś poza mną, daleko i obok

zdążam ku innym przedmiotom miłości

taka jest bowiem konsekwencja grzechu

 

I jesteś tylko tęsknotą mych tęsknot

Idąc ku czemuś, co utracalne

moja tęsknota tęskni do Ciebie

Ty także tęsknisz do mnie z daleka

wyglądasz mojej miłości

 

Nie ma Cię w mojej duszy

wiem tylko o Tobie, pamiętam

pozostał mi kontakt z pojęciem Boga

kontakt z wiedzą. Jak cenna jest wiedza

jak wartościowa jest pamięć

i życie pojęć, dalej cień tego, co było

 

Cień rozpoczyna się od Ciebie

i Ciebie dosięga

Może tęsknota tęsknot jest cieniem

Twej do mnie miłości

  

Jesteś i nie doznaje Cię moja dusza

znów oddalona o brak

Twej we mnie obecności

 

I cierpię tęskniąc, niecierpliwię się, buntuję

odchodzę łudząc się, że zmniejszę tęsknotę

gdy dostarczę tęsknotom przedmiotu doznań

 

Nie czekam na Ciebie, nie wytrzymuję głodu

braku Twej bezpośredniej obecności

w duszy

 

Z daleka śledzę Twój cień nieśmiało

chodzę po drogach pojęć

chcę schwytać w dłonie umykającą

tęsknotę tęsknot do Ciebie

 

Nie schwytam cienia, nie spotkam się z Tobą

w pojęciach

nie odzyskam Cię w tęsknocie

 

Tylko miłość przywróci mi Ciebie

Tylko miłość dosięga miłości

 

Czekam na Ciebie, wyglądam przez okno

może zadzwonisz do drzwi i może

usłyszę dzwonek. Otwieram drzwi domu

nie ma Cię, Boże, nie ma Cię

w mej duszy


 

            PSALM POKUTNY

 

Był dzień promienny

było widno

i rozsnułeś nad dniem

ciemności

zmiłuj się nade mną

 

Była droga otwarta

do Ciebie

pozwoliłeś na niej wznieść

barykady

usuwała je Marta

lecz w gniewie

usuwała długo

i zostały

cieniem zwady

 

A przy drodze rozkwitały

żyta

i nadzieją niosły

wielkich plonów

teraz puste pole

strata

gdyż złamały plon

wichury

niby jęk gromiących

dzwonów

 

Rosły drzewa w sadzie

zieleniły się

i trwały

przyszły mrozy w grudniu

walka

i poumierały

 

Był ktoś dzieckiem, synem

ukochaniem matki

chata roześmiana

i zabrakło chleba

wreszcie sił do walki

 

Dlaczego

 

Było widno

i rozsnułeś nad dniem

ciemności

zmiłuj się nade mną

 

Lecz

choć to mi w duszy

niechaj się rozwija

jedna myśl i słowo

Twoje trudne

fiat

 

  

            PSALM PŁACZU

 

Patrzę wokoło

za bramę zadumy

na pełny świat

patrzę też w serce

tu w środku życia

pagórek mogiły

złamany kwiat

 

Wyznam Ci, Boże

swoją nieprawość

choć moje confiteor

nie ciekawe

 

Pagórek mogiły

złamany kwiat

ruiny w duszy

ruiny

pełno strat

 

Czy tych ruin

jestem przyczyną

tylko sam

Kolumnady pragnień

narastały przez dni

a fundamentów

nie można było

układać

 

mówiono też

że jeszcze nie czas

zakładać dachy

 

Chciałem wznieść

iglicę wysoką

by dosięgnąć światła

u źródeł

 

Nie tylko ja

urządzam siebie

nie pozwoliłbym

aby runęło

tyle najlepszych

zamierzeń

i nie chcę mówić

że to Ty, Boże

nikt nie uwierzy

 

Nikt się nie zdziwi

że jestem klęską

to są rzeczy znane

od początków życia

kolumnady pragnień

iglice dosięgań

nawet z Tobą

spory

Człowiek już żył

buntem

wiele nie rozumiał

mój żalu

 

Ktoś już przeżył

mękę wątpień

ktoś już ciężar

przeżył winy

swoim smutkiem

nie poruszę serc

wiem

 

Nawet wiem

że nie więcej

niż Hiob

doznaję bólu

i nie groźniej

niż Jeremiasz

wołam w górę

skargą, buntem

jegoś podszedł

i zostawił

„o niestały

prądzie wody"

ale jednak

Ty z nim byłeś

a ja jestem

tylko ruiną

Zburzone me

pragnienia

stawiałem je

na nietrwałym

piasku

przyszły wichry

zamieć pustyń

wątpień burze

grzechu cień

przesłonięty Bóg

 

Sam zostałem

gdyż Ciebie nie ma

tam, gdzie jest

grzech

czy myślisz Boże

że z nim dobrze

on wiecznością trudu

beznadziejnych spojrzeń

tam, gdzie ty jesteś

 

Znasz człowieka

on Cię szuka

chce dosięgnąć

Ty przychodzisz

gdy Cię prosi

jesteś z nim

a gdy cienie

Cię zakryją

i gdy wola

nie przyzwala

na schylenie głowy

bo naiwna

pozostajesz z daleka

 

A tu brak

i fundamentów

nie można zakładać

brak Ciebie

 

Możesz nie nazywać

tego tragedią

możesz nawet

minąć mnie

i nie czuję

żem to winien

choć rumowisk

jestem światem

albo dobrze

moja wina

lecz Ty jesteś

ha, nie bratem

 

Nie, to tylko

zaduma

nad mogiłą

nad złamanym

kwiatem

To tylko serce

się miota

to tylko forma płaczu

tylko tęsknota

    

               

            PSALM CIEMNEJ NOCY DUSZY

 

Czy jestem za mało zgięty

pochyła wierzba

i połamany wichrem łan

żeś na mnie rzucił ciężar gradu

burzęś rozpętał czarną

by mi korzenie wyrwać z ziemi miłej

Ale ja się trzymam

całej duszy mej rozpaczy krzykiem

ziemi miłej

 

Ty mnie przesadzić chcesz na inne pole

choć zgody mojej

nie masz

 

Ja się z gleby mej nie ruszę

stąd, gdzie tworzy się myśl moja

z ziemi mojej

 

Cóż mi z tego, że przede mną

krajobrazy roztoczyłeś

takie cudne

 

Ja tam zginę

gdy z swej ziemi wyjdę wszystek

 

Choć mi częścią zostać pozwól

choć korzeniem w ziemi mojej

a rozkwitnę kwiatem Twoim

 

Pogódźmy się

 

Czy jestem za mało zgięty

pochyła wierzba

i połamany wichrem łan

 

 

            PSALM ZŁORZECZĄCY

 

Niechaj cię mój gniew dosięgnie

złudo

niech cię obrzuci spojrzeniem gradu

i śmierć zada

dość już omotałaś serc

mackami ośmiornicy

bez treści złonośna

 

Gniew mój niech sięga w głąb

w istotę twą zła pełną

wrogu mój

złudo

 

Na krawędź zdradliwą

ciągnęłaś tęczy mamidłami

myśl

która jaskółek gamą

wydzwaniać chciała tęczy

melodię

tę z serc do serc

 

Wiodłaś w pustkę

za krawędź treści

złonośna

 

Niechaj cię  mój gniew dosięgnie

 

 

            PSALM ZGODY

 

Nie mam przyjaciół

których sobie wybrałem

zgodziłem się na tych

których postawiłeś

na mej drodze

 

Nie wykonuję prac

do których tęsknię

którymi chciałem wyrażać

tyle swych

umiłowań

i które oddałem, aby podjąć

prace Twoje

 

Nie mam swoich drzew

i swoich melodii

odszedłem od nich

idąc do Ciebie

czym jeszcze nie jestem

i tęsknię

 

Ty wiesz, że w tym

początek drogi

 

  

            PSALM PROŚBY

 

Napisz do mnie list

Mój Boże

Nie ma od Ciebie wieści

Może jutro coś przyjdzie

Może przybędziesz

Może zapukasz do mych

Drzwi

Nasłuchuję, wciąż czekam

Wydaje mi się

Że usłyszę dzwonek

Że wejdziesz

Tak ciężko w tej tęsknocie

Tak źle

Napisz, napisz

Nie trwaj w milczeniu

Napisz do mnie list

Mój Boże

 

 

            PAMIĘTAJ, MÓJ BOŻE, ŻE CIĘ KOCHAM

 

Zawsze pamiętaj, mój Boże

że Cię kocham

Gdy będzie mi smutno

bądź przy mnie, przyjdź

zawsze podejmie Cię moja

tęsknota

 

Zawsze podejmij moje serce

mój Boże

gdy będę wracał ze swych

wędrówek

zawsze czekaj na mnie

 

Zawsze kochaj mnie, Boże

zawsze będę Cię kochał

nie zawiodę Cię, myślę o Tobie

myśl o mnie

nadziejo moich tęsknot

mój Boże

 

 

            PIEŚŃ IMION BOŻYCH

 

Który uweselasz młodość

Który jesteś

Którego kocham

Wiaro moja

Nadziejo

Moja miłości

Umiłowany mój

Utracony

Odnaleziona drachmo

Najbliższy z przyjaciół

Łzy moje

Tęsknoto moja

Życie moje

Chwało moja

Moja myśli

Pragnienie moje

To, co najtrudniejsze

Pan mój ze mną

Tajemnico

Ojcze

Synu

Duchu Święty

Trójco osób

Amen

 

 

             DEFINICJE


 

 

            MIŁOŚĆ

 

miłość jest turystą

biegaczem który

pobiją rekord dotarcia

do przedmiotu tęsknot

 

jest odkryciem odległości

między sercem i sercem

jest treścią płaczu

i treścią uśmiechu

jest wielkim cierniem

wbitym w dno bólu

w samo cierpienie

i w radość

 

jest cierniem wbitym w cierń

w samą siebie

jest osią rozdarcia

jest osią jedności

sumą braków i nadziei

 

jest najbardziej turystą

który przebiega obszary

niespełnień i spełnień

 

  

            PRZYJAŹŃ

 

przyjaźń jest zrozumieniem

że czyjeś oczy które płaczą

które się śmieją

muszą dotknąć mojego ramienia

by oprzeć na nim ból

cierpiącej miłości

podzielić radość

 

jest odpoczynkiem w drodze

do własnego serca

które odwiedzam mieszkając

w czyimś sercu

 

jest umocnieniem

wspólnym oczekiwaniem

jedności

smakiem tego, co nieskończone

jest w dwu sercach

kwiatem miłości

 

 

            RADOŚĆ

 

radość

gdy naszą miłość podjął

ktoś kochany

gdy zadzwonił do drzwi

przyszedł

 

ukojenie tęsknot

światło i ciepło

cisza

gojąca się rana bólu

środowisko nadziei

spotkanie piękna

dar miłości

 

spotkałem ciebie

  

 

            UŚMIECH

 

uśmiech

jest orłem

mija chmurę

smutku

wynosi w górę

ludzkie serce

powoli jednak

powolutku

 

i bzy układa

w bukiety

jest wiosną

łagodnym listem

osusza łzy

i wtedy

wiem, że przetrwam

gdyż jestem

  

 

            WDZIĘCZNOŚĆ

 

wdzięczność jest patrzeniem

jednej miłości na drugą

jest otwarciem drzwi serca

aby zachwycać pięknem

przyjaźniące się z nami

serce

jest wymiana piękna

miłości

przyjęciem w swoje serce

jej odblasku

 

 

            SAMOTNOŚĆ

 

samotność

granica między

zbliżeniem i oddaleniem

głód matematycznego dodawania

serc

głód pełni

 

jest wiedzą o innych

i brakiem wiedzy

 

 jest poszukiwaniem

 poszukiwaniem miłości


 

 

            TĘSKNOTA

 

Polecieć dymem

z komina

gwiazdy nanizać

na sznurek

nad wodą piaskom oddać

zmęczenie

serce utulać

  

 

            SMUTEK

 

smutek

jest tym, co przejrzyste

przez co widać cierpienie

i miłość

 

jest poszukiwaniem

serca

jest tułaczem

wygnańcem

drogą ku światłu

granicą

między dniem i nocą

pięknem zmierzchu

cieniem nadziei

zrozumieniem

konieczności niepowodzeń

 

jest wstępem

do zamyślenia

a może wstępem do

mądrości

 

 

            PŁACZ

 

gdy człowiek płacze

pytają

czym jest płacz

odpowiem

 

jest znakiem bezradności

i męki ponad wytrzymałość

jest prośbą ostatecznej walki

nadzieją zwycięstwa

w prośbie o litość

 

 jest uznaniem czyjejś

przewagi

białą chorągwią posła

siłą i brakiem siły

bronią przegrywających

którzy zwyciężają

 

jest sercem pojednania

apelem o miłość

rosą miłości

 

sobie odpowiem krócej

płacz jest płaczem

  

 

            CIERPIENIE

 

Cierpienie

to ból miłości

pozostawionej w jednym

człowieku

i nie podjętej

Cierpienie

to miłość

samotna

sercu

które nosi miłość

samotna miłość

sprawia ból

to miłość boli

 

im większa miłość

tym większe cierpienie

prosisz

aby ktoś podjął

samotną miłość

ból miłości

twoje cierpienie

aby ktoś podjął

miłość

która boli

 

  

            GŁOS MIŁOŚCI

 

Może cierpienie jest skutkiem tego

że miłość ludzka nie chce pozostać

bez miłości Bożej

może cierpienie jest głosem miłości

która domaga się powiększenia

o miłość Bożą

i może boli nas miłość dlatego

że jest samotna

i pragnie powiązań

z miłością bożą

pragnie jakiegoś uzupełnienia

jak my pragniemy ludzkiego serca

aby nas kochał ktoś także

gdy my go kochamy

 

 

            ŻAL ZA GRZECHY

 

Żal jest odejściem człowieka

od siebie

od ukochania swojej miłości

jest prostowaniem dróg miłości

w decyzji powrotu do miłości

Bożej

 

Żal jest słyszalnym dla Ciebie

Boże

głosem i płaczem tęsknot miłości

jakąś refleksją, która wiąże miłość

człowieka z miłością nieskończoną

 

Jest także płaczem zrozumień

i odczuć

ukryciem wstydu, że człowiek wybrał

dla siebie coś, co nie zastąpi

miłości Bożej

 

Jest płaczem bezgłośnym, tym bardziej

bolesnym

który oczyszcza, przywraca możliwość

wnikania w miłość

którą Ty, Boże, jesteś

  

 

            OBCY

 

obcy to tylko

ci niezauważeni

o których mało

lub nic nie wiemy

których nie kochamy

gdyż

nie czytamy

w nich tego

czym żyją

 

 

            BÓG

 

Jest słońcem

ludzkiej tęsknoty

jej uśmiechem

Jest spokojem

ludzi

Jest tajemnicą

której zwierza się

własne tajemnice

Jest naszym

cierpieniem

budzącym tęsknotę

Jest obroną

przed cierpieniem

przed tęsknotą

Jest łkaniem

bezgłośnym

które rozrywa

serce

i je zamyka

tuli, ucisza

aby łzy nie dotarły

do oczu

Jest myślą o kwiatach

o bzach i jaśminach

Jest nadzieją

kolorem

złotych kaczeńców

złotym słońcem

 

Jest miłością


 

 

             TRENY


 

            MARSZ ŻAŁOBNY

             (motyw z Chopina)

 

Sunął powoli cień smętny ulicą

Kwiatom, które się do słońca wiosną

uśmiechały

rzucił na wiatr kir

 

Cicha, jak szelest, skarga pędów brzozy

i rytm łamania się serca rozkwitań

gdy upadł kir

 

Za oknem mrok, przetkany gwiazd uśmiechem

i lamp ulicznych

Rzucam na mrok myśl srebrną, haft tęskny

wypracowany w sercu widnego pokoju

Pokój wypełniony kolorami tonów

wysypujących się z głośnika, ożywiony sercem

które haft układa i ozdabia nim mrok

ten za oknem

przetkany gwiazd uśmiechem i lamp ulicznych

 

Sunął powoli cień smętny ulicą

Kwiatom, które się do słońca wiosną

uśmiechały

rzucił na uśmiech kir

 

Najpierw szmer wieczorny liścia

i ogniki świętojańskie. Cisza

Gdzieś zadzwoni srebro dźwięku

szuwarowych kwiatu koron

i przefruną sny

Potem echo piosnki młodej

i rozśmieją się klawisze

Naraz błysk. Przetnie struny smuga jęku

Grzmi

Skądś wyłoni się dłoń matki

ciepło tuli twoją twarz. Jest ci dobrze

Grasz

 

Cicha jak szelest, skarga pędów brzozy

i rytm łamania się serca rozkwitań

gdy upadł kir

 

Na zakryte oczy zieleni napłyną tysiącem łkań

jak z kaplicznej wieży

i tłoczył się ciężarem swych drgań, i grał

podzwonne

 

Sunął powoli cień smętny ulicą

rzucał na uśmiech kir

  

 

            FIAT

 

Córeczce mojej śpiewa las

i dla niej pachną zdroje

słowik za oknem melodię tka

jak człowiek

 

Córeczce mojej niesie maj

rozkwitłe bzy i spacer w sadzie

kapliczkę, w której biały dzban

stokrotki stawia przy obrazie

 

Córeczce mojej anioł stróż

oczy do snu skrzydłami skrywa

...........................

Dlaczego jednak obok róż

mogiła

na którą w męce co dzień niosę

bzy i stokrotki mego fiat

 

 

            DZIECI UMARŁY

 

Kocięta, kocięta

macie oczy, a na święta

złota wstążka w włosy wpięta

kocięta, kocięta

 

Laleczki, laleczki

macie rączki i główeczki

gdzie są rączki i główeczki

gdzie są rączki, sukieneczki

drogie oczy mej córeczki

 

Wózeczku, wózeczku

dokąd ciągniesz go syneczku

nie odjeżdżaj morzem, rzeczką

syneczku, syneczku

 

Córeczko, córeczko

uleciałaś górą, rzeczką

nie śpij, ni śpij pod wstążeczką

córeczko, córeczko

 

Pieśń przerwana i zaczęta

gdzie jesteście me kocięta

oczy moje i główeczki

gdzie są ręce mej córeczki

 

Oczy moje, mój wózeczku

odjechałeś mi syneczku

mój syneczku, me kocięta

pieśń przerwana i zaczęta.

 

 

            UŚNIJ JUŻ MÓJ ŻALU

            (motyw z Gałczyńskiego)

 

Uśnij już

mój żalu

skrzypkę już

odżałuj

gdzieżbyś biegł

 tak zimno

 rosnąć ci

nie stygnąć

cóż ci dam

by ciszej

jakżeż to

w klawisze

nowy ton

rozpłaczesz

lepiej mi

śpij smacznie

wciąż byś mi

wybiegał

wszyscy śpią

nie trzeba

jutro już

pozwolę

ależ tak

pozwolę

gdyby sen

uśmiechów

gdyby ból

daleko

nie śpisz mi

łzy palą

uśnij już

mój żalu.

 

 

ZAPOMNIEĆ

 

I wciąż pada deszcz

i wciąż pada deszcz

na serce padają łzy

łagodzą cierpienie

tęsknotę, zwątpienie

że radość, jak wiosną

kiedy kwiaty rosną

lub kiedy pachną bzy

 

 

            TREN NA ZAGUBIONĄ RADOŚĆ

 

I cóż mi z tego

że słońce świeci

że znów w ogródku

zakwitły kwiaty

że gdzieś od lasu

jakby echo leci

smętnej piosenki

którą ktoś bogaty

w ciszę wewnętrzną

radość i wesele

tę piosnkę śpiewa

i cóż mi z tego

że jest szczęścia wiele

skoro w mym sercu

wiatr smutku powiewa

 

I cóż mi z tego

że kwitną maliny

że co dzień z rana

śpiewają skowronki

że ludzie się śmieją

że pachną jaśminy

a nad strumykiem

fioletowe dzwonki

codziennie myją

swoje główki w rosie

i cóż mi z tego

chociaż posłucham

gdyż nuty ufności

które sił dodają

dźwięczą w ich głosie

 

 

            TREN NA NIEWOLĘ SCHEMATÓW

 

Stłoczeni, bezwolni, idą

 

Przestrzeń opasana widnokręgiem

Zakreśla niezmienne granice

Nie mogę ich przekroczyć

Wzloty ludzkości

 

Przestrzeń łudząca bezmiarem

Po wewnętrznych prowadzi drogach

Męka trudu wzlatania

Wyczuwa drogi za widnokręgiem

 

Myśl płocka w górę ulata

Jak dym

Czy dzielić chce dymu losy

Czy spojrzeć

Na splątania dróg

Lub może w słońce

Wzlecieć

 

Stłoczeni, bezwolni, idą

Opasani widnokręgiem

Bezmiarem wewnętrznych

Dróg

 

 

            TREN NA KONIECZNOŚĆ PRZEMIJANIA

 

Wichru pełne jest pole

I pędu, którym oddycha

Świat

Czy to za biurkiem, w szkole

Odczuwasz mijanie lat

 

Było i znowu się stanie

Poranek, miłość i śmierć

Zaduma, lęk przed rozstaniem

Spoczynek

I trudy, które trzeba znieść

 

Bo życie czasem, jak w bajce

Przepływa obok nas

I każe nam być odpadkiem

Sens tego i tragedię

Czy znasz, czy już to znasz

 

 

            TREN NA ZMARTWIENIE ŚWIATEM

 

Smutku stwierdzenia jednej wiecznej lampy

która bez przerwy płoniesz, jedna tylko

 

Sercem dotknąłem braku źródeł świata

w tym słabym świetle zobaczyłem źródła

 

Aten i Rzymu i Jerozolimy

piaski pustynne łzy wycisną z oczu

 

W stolicach świata i obu półkuli

przed ludźmi stanął szyk zbrojny idei

 

lub jakby może w starych świątyń kulcie

kapłanek orszak witany przez tłumy

 

I wypełniły się serca człowiecze

i pomyliły się ludziom dążenia

 

i Bogiem stał się cel najbliższy z brzegu

i odrzucone pierwsze przykazanie

 

A gdy ukochał człowiek rzecz podrzędną

nie miał miłości, by ją oddać Bogu

 

Piaski pustynne zjedna wieczną lampą

świat obumarły, bo czyż życie wtedy

 

gdy nie związana ze źródłem jest miłość

oddana rzeczy wraz z rzeczą umiera

 

tak pokolenie jedno zgubić może

sens świata, życie, świat zmienić w pustynię

 

Nie grożę sercom, nie spraszam katastrof

lecz ukazuję pola drzew spalonych

 

Wyszedłem szukać w ziemi pustej duszy

znalazłem piaski, zasypane źródła

 

wlokę swe kości, piasku pełne oczy

mogę nie dostrzec jednej wiecznej lampy

 

owych dziesięciu, którzy sprawiedliwi

dla których światu nie grozi zniszczenie

 

 

            TREN NA SŁUP OGNISTY NAD BIKINIĄ

 

Chciałbym przeciwstawić Bogu materię

lecz wiem

są tylko rzeczy, dzieci, dom

nawet w atomie, w rozbitej rodzinie

córka i syn, kwant u krańców spotkań

 

świadkiem tego

wszystkowiedzący rachunek

i słup ognisty nad Bikinią

porzuca pęta tajemna siła

lecz znam jej imię

określonej jednostki

 

są tylko rzeczy, dzieci, dom

nawet w atomie, w rozbitej rodzinie

córka i syn

 

imieniem tylko jest materia

określonych jednostek

ciemnych stron duszy

imieniem podobnym do nazwy ojczyzna

 

jakże przeciwstawię Bogu nazwę

określonych jednostek

miłością połączonej z materią formy

skoro szczęściu ich bóg nie zagraża

i skoro bliższy jestem prawdy

której mnie uczy

wewnętrzne życie atomu

kwant u krańców spotkań

 

i czyż narzucę rolę Arymana

i bunt materii o jasnym kształcie

zgodnej całości

ułożeniu elementów

rodzinnemu szczęściu

 

chciałbym przeciwstawić Bogu materię

lecz wiem

nie ma tajnych, nienazwanych mocy

jest kwant i rzeczy, dzieci, dom

nawet w atomie, w rozbitej rodzinie

córka i syn

i krańce spotkań.

 

 

            TREN NA PRZEWAGĘ WSZELKIEGO ZŁA

 

Zatoczę koło sępa lotem

nad dziejami

o mgławic szczyty oprę skrzydła

i ostrzem szponów pierś

otworzę

 

Niech rozpłakane słowa wyjmą serce-kamień

kamień-ból

i niech zawiążą serce w węzeł gromu

by zwalić spadł

 

Czy słyszysz trzask

i łomot łamanych stuletnich pni

i szczęk żelastwa

i rozpad głuchy granitów łańcucha

a jęk, czy słyszysz

Nie

 

Więc nie żałuj, że ginie kultura

że ją roztrzaskał serca ból

bezduszną

Bez ducha jest, więc tylko trzask bez jęku

 

Dziwisz się

 

Popatrz o zachodzie na rozchylone

róży pąki

gdy oczy nieba uśmiechną się fioletem

i pukle ciepła rozrzucą

w odblaskach

wtedy się w rumieńcach płatków

odbija uśmiech tysiącem barwnych

melodii

i nuci biel dziecięcych snów

 

Lecz w duszy pąka

gdzie rodzą się wonie

jest cień

naturalny cień niedotarcia blasku

Cień – cisza

 

Gdy się oddechu ziemi

zmęczony trudem dnia

układa wieczór

i lampy na niebie rozwiesza

wybiegają wonie ku melodiom barw

by zaśpiewać z nimi uśmiech nieba

i nie wrócić

w pąk różany rozświetlonych płatków

i wewnętrznych cieni

 

Nigdy woń nie wraca w cienie

jak myśl

 

Popatrz o zachodzie dziejów na ślady

wydarzeń

gdy epoka zgromadzi niby kulę świateł

blaski kultur

i w syntezie szczytów granitowych

odbije niebo tysiącem zrozumień

i jasnych formuł patrzenia

 

Wtedy rozchyl płatki syntezy

a dostrzeżesz cień we wnętrzu dziejów

cień - ciszę

która łudzi trwałością opoki

 

Wtedy twój los

nie wrócić

i nie po śladach wydarzeń dążyć

ku nirwanie

ale stanąć musisz wobec świata

by walczyć

przeciw granitom górskich wyniesień

Ty - kamyk

 

O, tak. Stawał już Dawid przed Goliatem

kamieniem procy łamał armię

bo z kamieniem posłał ból

W tym siła

 

Więc bacz, kulturo, bo cię od wewnątrz

ciemną

roztrzaska Dawid

Czym

Pieśnią jak kamień twardą

bo wykwitniętą z bólu

albo sercem zawiązanym

w grom

gdy zatoczę sępa lotem

nad dziejami

dostrzegę i wyrok dam

 

Żeś blaskiem z zewnątrz

to boli

żeś pusta w pąku i cieniem

bezduszna

giń

 

Popatrz o zachodzie na rozchylone

róży pąki

w których się niebo odbija

i Bóg

przypomnij sobie

 

Z palca Stwórcy iskra żywa

przeniknęła kiedyś całość

Urodził się Adam

 

Twa kultura i ty myśli

jak chce myśl, co z niego wyszła

nie różanym pąkiem, w którym blask

i cienie

ale musisz stać się

rozświetleniem

musisz duszę mieć, co żyje

światłem być i prawdą

A jeśli mi powiesz: wieszczu zły

ja ludzkie serce w kryształ

zmieniam

by słońce wchłonął

odpowiem

 

Miłością je uczyń

a sama stań się oczami kołyski

zawieszonymi jak gwiazdy

na niebie matki uśmiechu

by się rozwidnił świat

dwu serc

i dojrzał kształt pocałunku

który w kołyskę niesie

dłoń miłości

bym i ja dojrzał

 

Kulturo

dla jednego płomyka żywej z Boga

miłości

gdybyś ją w duszy miała

bezduszna

wybaczę

Inaczej

giń

i miejsce daj Nowemu

 

 

      APOKALIPSA CZTERECH STRON ŚWIATA

 

I

na polach rzędy snopów

złote kłosy powiązane winoroślą

tu i tam winne grono

gałązki winorośli mają kształt trójkąta

winne jagody patrzą z trójkątów

jak oczy

 

wśród snopów rosną lilie

biały kwiat opiera główkę o liść

trójkątny

patrzy w słońce

w słup ognisty

łączący niebo z ziemią

cztery są ogniste słupy

jeden rozpręża skrzydła

ulatuje orzeł

drugi ma twarz człowieka

trzeci jest wołem, czwarty lwem

 

patrzą oczy winnej jagody

spośród snopów i lilii

z trójkąta winnej gałązki

 

II

przez pole idzie człowiek

zbiera ziarno na chleb

zrywa jagody na wino

posila się chlebem i winem

 

za człowiekiem wół i lew

przed nimi baranek

baranek pije woń lilii

człowiek zrywa lilię

przerabia ją na włócznię

włócznią zabija baranka

nad cierpiącym gołębica

w powiewie piór ostatni oddech baranka

 

III

na polu płacze gołębica

zrąbano krzew przydrożny

wśród liści miałem gniazdo

zrąbano krzew, gniazdo spadło, nie mam domu

dzieci bezdomne, dzieci głodne

nie ma woni bzu i lilii

czym was napoję

otworzę własną pierś

lecz czy na długo krwi wystarczy

gdzie znajdę źródło większe niż

serce

 

IV

na polu pszenicy, na polu lilii

gdzie niegdyś chodził baranek

wśród winnych jagód, łez gołębicy

cztery ogniste słupy

kopuła promienna

dwanaście gwiazd

księżyc u stóp i słowa

 

„tyś świecznik, tyś arka, Syjon stu bram

i blask przymierza"

 

O słowach tych śpiewają anielskie skrzypce

tkają z nich płótno dla oczu spłakanych

ręce anielskie

na polu ołtarz z nich budują zbolałe serca

 

w cieniu ołtarza gniazdo wije gołębica

czy przed ołtarzem lampa oliwna

nie, to błysk radosnych oczu

bezpiecznych piskląt

 

 

 

             ROZBAWIONE SŁOWA


 

 

 

            TRUD FILOZOFOWANIA

 

Powiedz drogie dziecię moje

Co to filozofia

Filozofia, proszę taty

To nauka znojna

 

A czy tutaj - powiedz - znoju

Wykładowcy się nie boją

Nie, ach nie, bo już od rana

Cały dzień jest wykładana

 

A studenci filozofię

Chętnie przyswajają

Tak, ach tak, w stołówce zobacz

Widzę prawie połykają

 

Słusznie, drogie dziecię moje

Trudna to nauka

Bo nie łatwo studentowi

W głowie jej odszukać

 

 

            PIERWSZY ROK FILOZOFII

 

Biegną studenci, biegną studentki

rozwikłać problem naprawdę wielki

I na wykładach mówi się o tym

człowiek jest myślą, człowiek jest światłem

światłem jest szczęście, książka i jazz

chwila rozmowy i wiedza też

 

Problem naprawdę stał się już wielki

co różni książkę od właścicielki

światłem nazywam Alana z Lilie

myśl jasną, wykład i manicure

światło doprawdy zamęcza wzrok

Tak myśli pierwszy w ATK rok

 

 

            STUDENT I METAFIZYKA

 

Wnika zawsze aż do kości

w krew się wciska metafizyka

przez żołądek serce zajmie

dolo moja

biedny student, a studentka

cóż zostało, płakać chyba

 

Ach, ta meta - metafizyka

już studenta nie obronisz

w jego sercu jest ktoś obcy

ale nie martw się studentko

zawsze są niewierni chłopcy

 

 

            MIŁOŚĆ DO KSIĄŻKI

               

W bibliotekach szafy z książkami

Książki nie szare, zdobne barwami

Okładka w kółka, okładka w paski

Książkom tym podziw, oklaski

 

Na każdej półce kółka i paski

Każda okładka uderza blaskiem

Zieleń i złoto, czerwień i róż

Nadzieja, miłość (ukłon tu złóż)

 

Miłość - sympatia dla każdej książki

Książki łacińskiej, mówiącej włoskim

A specjalnie dla książki - bryka

Sympatię czuje filopraktyka

 

 

            DRZEWO PORFIRIUSZA

 

Korzeniem drzewa jesteś ty

konkretny byt z materii, formy

jednostka biedna, ale syn

tej myśli twórczej, myśli wolnej

 

A pień to twoja myśl zmęczona

gdy z książki treść wybiera

a zrozumienie twoje pierwsze - konar

a dalej . . . popatrz teraz